środa, 26 grudnia 2018

Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia


Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia.

Hmm... myślisz, że to oklepany temat? Nie jest tak w moim przypadku. Nie patrzę na to, jak większość ludzi... Niestety.

Od czego zacząć wywód na temat tych kilku dni w roku? Pewnie od samego początku, czyli od przygotowań. 

Długo mógłbym opowiadać jak to wspaniale jest w tym okresie. Ubieranie choinki (oh, oh), wybieranie ozdób do mieszkania, poszukiwania prezentów... NIE.
Okres przedświąteczny to przede wszystkim sprzątanie domu... Oczywiście dla Jezusa no bo jakby inaczej. Rzecz w tym, że każdy się oszukuje. Nie robimy tego dla tej pary imigrantów szukających na siłę schronienia (pozdrawiam wszystkich tych zagorzałych przeciwników imigrantów w tej chwili), lecz dla rodziny, która przybędzie lub mamy nadzieję, że przybędzie. Powiedz mi drogi czytelniku/czytelniczko... W jakim celu sprzątasz, ukrywasz, przemeblowujesz mieszkanie przed świętami i to zazwyczaj w miejscach, gdzie normalnie tego nie robisz? Co Ci przeszkadza ten wazon, który stoi tam już pół roku z tą paprotką... Stał to niech stoi... Święta z nim w tym miejscu nadal będą świętami... Zdziwię Cię, ale nawet się odbędą, jeżeli on nadal będzie tam stał...
Podziwiam te osoby, które mi odpowiedzą, że musi być czysto i takie tam. Nie wiem jak wy, ale ja staram się mieć porządek 365 dni w roku a nie 3 (poza kurzami, bo to się mnoży samo).
Bajki tego typu słucham oczekując wpadnięcia jakiegoś smoka, który da swoją łuskę w momencie idealnej czystości... Zamiast smoka może być teściowa dająca czekoladę... Zależy od bajki.


Przejdę zatem do bliższego terminu. Postawmy na 23 grudnia. Od lat słyszę to samo. 
"O kurwa! Jeszcze ocet"
"Nie ruszaj, to na święta!"
"Jak będziesz niegrzeczny, to mikołaj nie przyjdzie, bo on patrzy"
"Pamiętaj, aby rano po chleb iść"
"Gdzie jest papier do pakowania prezentów"
"Ja pierdole! Ciocia nie może ostrego barszczu- zrobię drugi dla niej też"
"Umyj kafelki na balkonie"
I tym podobne... Śmiało- śmiej się... Taka prawda.
Można by z tego zrobić niezłe bingo rodzinne do skreślania tekstów, jakie już słyszeliśmy podczas przygotowań.
Powiem Ci mój Drogi czytelniku, że jest w tym swoista magia. W tym roku po raz pierwszy od jakiś 7 lat zdobyłem choinkę u siebie w domu. Co prawda ma całe 15 cm... Jednak jak na mnie to progres. Nigdy do tego wagi nie przykładałem (dobra kiedyś chciałem, ale mi przeszło). 
Notorycznie od kilkunastu lat spędzam wigilię w różnych miejscach w Polsce i na świecie. Kilka ostatnich wigilii spędziłem u byłej teściowej i całej familii mojej ex. To też się przyczyniło do umierania we mnie tej iskry świątecznej... O tym później.

Zgrabnie docieram do dnia poprzedzającego właściwe Święta. 
Wigilia- magiczny okres oczekiwania na gości/mikołaja... oraz kres wytrzymałości fizycznej i psychicznej.


Gdy już wszystko się uda (to oczywiście dzięki tej przestawionej doniczce) i jak zwykle nadchodzi pora zasiadania do wieczerzy... Zaczyna się coś, czym tak naprawdę się karmię.
Gra pozorów, udawanej miłości i szczerości. Po kolei.
Jak już wspomniałem niegdyś nie jestem religijny, a z natury dość Ateistyczne mam podejście do świata, oraz Świąt. 
Sam początek- przychodzą goście. jednych lubimy więcej, innych mniej.
Już w tym momencie jakbym tak strzelił stopklatkę widać narysowane ślicznie kredkami uśmiechy na twarzach, wzruszenia (w skrajnych przypadkach łzy).
Prosty przykład:
 "O! Jaka ona jest już duża!"
No jest duża i jakbyś się jakkolwiek interesowała rodziną nie tylko podczas "spędów" typu święta, pogrzeby czy komunie byś to wiedziała. Zaraz usłyszę głosy, że przecież żyjemy w ciągłym biegu itp, itd...
Tak. Żyjemy w biegu i sam jestem tego doskonałym przykładem, jednak także żyjemy w czasach niesamowitej technologii. Wystarczy kontakt z rodziną. Wystarczy krótka rozmowa telefoniczna, aby po niej sobie przesłać zdjęcia... Napiszę więcej.
Mam przyjaciela, u którego nie byłem już lat z dwa... Jednak doskonale wiem jak rośnie jego syn. Często zabiegany otrzymuję od jego bądź jego żony zdjęcia. Dziękuję im za to. Myślę, że rozumieją mnie i moją sytuację i dlatego nie prosząc się je otrzymuję. Jest to czymś tak ważnym dla mnie, że nikt mi nie wciśnie, iż się nie da tak robić.
Dziękuję Mati za kolejny wspólny rok.


Wyłączmy stopklatkę. Jesteśmy już przy wspólnym, wspaniałym stole wigilijnym. 
Wrócę do tego, dlaczego moja ex i jej familia zepsuła mi tę iskierkę.
Wyobraźcie sobie, że są rodziny, w których zazwyczaj jedna osoba obok drugiej nie siada. Mało tego nie darzy się szacunkiem w każdej możliwej okazji. No i mamy moment, gdy najstarsza osoba recytuje modlitwę (stoję jak kołek- ale to ich tradycja...spoko) i nagle takie wielkie boom! Opłatek.
Kawałek wypiekanej mąki z wodą... W dodatku nieosolony ani jakkolwiek doprawiony (nawet na zagryzkę się nie nadaje zbytnio). Oczom nie wierzę, że te osoby się dzielą nim (mnie próbowali namawiać, ale ja to robię inaczej... Tak jak moja siostra) i życzą sobie zdrowia, szczęścia i tym podobnych bzdetów. Po pierwsze. Po kiego grzyba życzyć sobie takich rzeczy i to w dodatku dodając "Na święta". Wszystkim moim bliskim osobom tego z całego serca życzę... NA CO DZIEŃ! 
Nie kurwa raz czy tam dwa razy do roku licząc, że jakoś się dokulają do następnego spędu rodzinki. Po drugie. Nie siadam do stołu z osobami, których nie trawię (chyba, że muszę jak na załączonej historyjce). Należę do osób, które brzydzą się tak sztucznie pompowaną miłością i wszelkiej maści udawanym odruchom ludzkim. To mnie niszczy niestety. 


Ok. Jemy już wspólnie te wieczerzę... W standardzie dwanaście potraw, potem ciacha z kawą, prezenty i alkohol.
Podczas samej kolacji oczywiście nie zabrakło tematów typu :
1. Polityka- A Ci są tacy a Ci tacy.
2. Zdrowie i Uroda- Ależ ty schudłaś, jak zdrowie, ślicznie Ci w brązowych włosach.
3. Badoo.święta.pl- Kiedy w końcu poznamy twoją wybrankę/twojego wybranka, kiedy dzieci, długo jeszcze będziesz z nim/nią.
4. Film i Seriale- Zaraz Kevin na Polsacie, oglądałem fajny serial na Netflixie.
5. Podróże- Ładny kawał świata w tym roku zwiedziłeś.

Lista oczywiście dłuższa bądź krótsza w zależności od ilości osób, oraz częstotliwości ich spotykania.
Jednak dla mnie hitem są....


Zaręczyny w trakcie jedzenia lub tuż po.
Motyle mi telepią się w żołądku niemal jak widzę co roku kilka/kilkanaście postów zmian statusu na "zaręczona/y". Just kidding...
Motyle jak się odzywają to te alkoholickie, bo po telefon sięgam zazwyczaj po całej tej szopce... I już jestem lekko dziabnięty. To jest tak samo fajne jak czytanie nekrologów. Coś się skończyło, wszyscy dookoła wielki szok, a sami zainteresowani nie widzą nic poza sobą. Powinni mi na ten okres dawać zniżki na popcorn. Wieje romantyzmem tak, że będę go jadał w szaliku i czapce... Zaraz za zaręczynami podziwiam wszystkie te "radosne chwile" choinki, stoły itp. 
Szkoda tylko, że wiem, iż te "radosne chwile" u większości są sztuczne, a jednak mimo to ludzie to robią... Tak trudno sprawiać, aby te chwile były częściej niż tylko na święta... Wiem- dziwnie na to patrzę.


Z memem powyżej muszę się zgodzić. Odkupiam swoje winy przelewając morze alkoholu rok rocznie. Chyba z tego powodu, że na trzeźwo to jest dla mnie za trudne. Nie wiem... W tym roku piłem wyjątkowo w święta z osobą, którą szanuję i jakoś tak normalnie było. Wiadomo... śmiechu także co nie mała. Poprzednie kilka świąt niestety towarzystwo było nazwijmy to delikatnie "inne".
Dzięki szwagier... Była moc.

Oczywiście jak jest alkohol zdarzało się, że pojawiały się waśnie i stare rany odkopywane. Może nie w te święta, ale na takowych także bywałem. Kończyło się to zazwyczaj jakimś mniejszym lub większym kalectwem... Nie moim.


Mniej więcej można w skrócie ująć, że to na co większość pracuje tyle czasu podczas przygotowań... Zawsze jakoś podobnie się skończy (minimum foch kogoś).
Teraz się zastanawiasz? Dobrze wiemy oboje, że tak w 90% przypadkach jest... Nawet jak nie u Ciebie to znasz jedną taką wieczerzę, która w tym roku się tak skończyła. Jeżeli jednak nie znasz- wyjdź do ludzi... a nie czytasz moje bazgroły ( Bang!).
Kolejną fajną kwestią są kolejne dwa dni świąt... Kolejne spotkania z rodziną, kolejne (te same) tematy, oraz zaczyna się wymigiwanie, że... Przytyłam/em w te Święta...
Nie! gruby/gruba byłeś/aś już na wakacje... ta przykrywka działa tylko na te osoby, co z nimi kontaktu nie utrzymujesz... ale i tak do nich idziesz- Gratulacje... Chylę czoła.


Samoakceptacja, bla, bla, bla...Wiadomo. Umarła.

Na koniec wpisu w błyskawicznym skrócie przedstawię wam jak to wygląda u mnie aktualnie.
Przygotowania były robione przez moją siostrę wraz ze szwagrem. Sama wieczerza z racji naszego ateizmu (i tak samo jak rodzice nam przekazywali):
Bez opłatka- Dopuszcza się u nas opłatek na filiżance, aby sobie go zjeść i pomyśleć życzenie.
Sianko pod obrusem- aby były pieniądze w następnym roku.
12 potraw wigilijnych- nie dlatego, że było dwunastu apostołów czy coś w ten klimat. Jest ich tyle, ponieważ mamy dwanaście miesięcy, przez które mamy nadzieję przebrnąć w dostatku... 
I tutaj ważna jak nie najważniejsza zasada przy naszym stole wigilijnym. Nikt nie odchodzi od stołu, dopóki wszyscy nie spróbują potraw (każdą trzeba posmakować na znak tych 12-tu miesięcy, oraz szacunku do pracy włożonej w przygotowanie ich). Spytasz dlaczego? Ponad 40 lat temu kiedy jeszcze nie było tego przykazania... podczas wieczerzy jedna z osób odeszła od stołu. Na następny rok ta osoba już nie siedziała przy nim. Sytuacja powtórzyła się 3 lata później... Mnie jeszcze na świecie nie było, jednak za dzieciaka ojciec nas o tym informował regularnie. Utkwiło nam to w głowach i wraz z siostrą po prostu nie wstajemy od stołu. Nawet jak spędzałem wigilię gdzieś poza tym gronem, gdzie ludzie wstawali, gaworzyli i łazili podczas spożywania posiłków... Ja siedziałem twardo. Nie chcę próbować, czy to przypadek, czy reguła.
Wolny talerz dla gościa- owszem...zawsze go mamy. 23 lata temu spotkałem się z tym że ten talerz był potrzebny, bo wpadł wędrowca...A drzwi zawsze były uchylone na czas siedzenia przy stole.
Najwspanialsze przy normalnej kolacji wigilijnej wg mnie jest to, że tak jak w naszym przypadku niczego się nie udaje. Nie każdemu to pasuje... Jednak to są nasze święta. Nie piejemy do kieliszka kolęd, nie chodzimy na pasterkę (bądź nawet obok), nie pytamy się o durnoty typu: Kiedy to czy kiedy tamto. Znamy się na tyle, że nam to nie jest potrzebne.
Specjalnie robię ten wpis po tych świętach, aby był on sumą tego jak to jest i jak powinno być. Wiedziałem, że będę miał kontrast. Od zakłamania i fałszywych uśmiechów po szczery śmiech i radosne spożywanie tych wszystkich potraw. Są osoby, dzięki którym dostrzegam sens... 


Każdy ma swoją tradycję... Jednych kręci zapach forsy innych własnych stóp. Wiem także, że wiele osób popiera moje widzenie na ten temat... Lub też chciałoby tak spędzać święta... Naturalnie... Bez większej spiny. 
Mimochodem dodam, że rywalizacja szwagier vs podłoga 0:1... Może następnym razem ja będę pod stołem spał...
Są też osoby, które mimo tego całego mojego życiowego zawirowania potrafią sprawić, że w końcu kupiłem "imitację gałązki" zwanej dalej choinką... Spraw, abym w następnym roku chciał ją mieć ponownie.

Tyle. 


Ostrzegam, że na tą chwilę nie mam tematów do postów.
Zostaw mi nurtującą Cię sprawę gdzieś tutaj na dole w komentarzu.


Ciesze się, że mogłem się z Tobą podzielić tym jak widzę Święta Bożego narodzenia.

Pozdrawiam.
Szyderca Włóczykij



















poniedziałek, 17 grudnia 2018

Gwałty



Przyznam, że tak jak myślałem, że temat przemocy domowej będzie jednym z cięższych, jakie dostanę... Tak... To muszę to odszczekać- ten jest trudniejszy.

Od czego zacząć pisząc o takim zjawisku? Nasuwa mi się wiele wątków, ale chyba pierwszy, jaki mi przyszedł do głowy to kwestia imigrantów i ich gwałtów na europejkach.
Myślę, że znasz tak samo, jak ja aferę, jaką wywołali trzej imigranci we Włoskim Rimmini. Pobili dotkliwie chłopaka, a jego dziewczynę zgwałcili... Jak ogólnie wiadomo sprawców złapano. Co nam po tym? Domyślam się, że krzywda (nie tylko ta seksualna, a zwłaszcza psychiczna) będzie nosiła swoje piętno na obojgu swoje piętno do końca życia.
Jak się dowiedziałem o tej aferze przystanąłem na chwilę, aby wynieść jakieś wnioski. Szukać jakiegoś motywu działania tych brutali... Znalazłem. Powszechnie wszyscy powinni wiedzieć jak to wygląda w krajach arabskich, w których przestrzegana jest księga koranu rygorystycznie- kobiety w burkach itp. Jak z tego świata dostali się do cywilizacji (Włochy to chyba nadal punkt przerzutowy dla imigrantów na pontonach) - kutas wygrał z mózgiem i zdrowym rozsądkiem. Do tego trzeba dodać, że w ich krajach kobieta ogólnie ma gówno do gadania... I mamy gwałty w Europie...


Następnym rodzajem gwałtu, na jaki wpadłem są takie akty codzienne. Możesz mi wierzyć lub nie, ale co piąta kobieta doświadczyła tej przemocy ze swoim partnerem/swoim byłym partnerem... Szok jak dla mnie.
Jeżeli partnerka mówi, że nie ma ochoty lub nie może „bo nie"... Uszanuj to idioto, bo właśnie doprowadziłeś do gwałtu na niej.
Stwierdzisz czytelniku, że „Po ślubie nie ma czegoś takiego". Ok... Spytaj się pierwszego lepszego prawnika lub zajrzyj do kodeksu karnego.
Co piąta kobieta była zgwałcona a lekko ponad połowa tych kobiet... Doznała tej atrakcji we własnym domu... To nie są takie fajne liczby. Nie szanuję osób, które tego dokonały. Jestem stanowczo na „Nie” przy gwałtach, a sprawcom najchętniej bym wstrzyknął cyjanowodór w żyłę na chuju...


Nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł kogoś, kto mi opowie o tej przemocy dokonanej na własnej osobie. Oczywiście pozwól, że zachowam jej pełną anonimowość... Z racji tematu.
Przedstawiam Ci opis wydarzenia od jednej z czytelniczek.
Jako czternastolatka wracała do domu z rozpoczęcia roku szkolnego. Ubrana w sukienkę, balerinki, włosy spięte w kucyk. To tego dnia stało się to o czym nawet nie chciała nigdy myśleć. Trzech facetów wciągnęło ją do auta. Nie chciała, błagała, żeby zostawili ja w spokoju. Na marne. Zawieźli do piwnicy i tam gwałcili na zmianę, po czym puścili wolno mówiąc, że jak pisanie komuś, choć słowo zrobią to znowu. Nie widziała ich twarzy... Nie wiedziała jak ma sobie z tym poradzić. Wróciła do domu, płakała. Rodzice pytali co się stało za każdym razem znajdowała wymówkę. Ciągle miała w głowie ich słowa. Nie chciała znowu tego przechodzić. Gdy chodziła do szkoły to żyła w strachu, że każdy samochód, który przy niej zwalnia to właśnie ONI. Nie wytrzymała próbowała się zabić, ale wiedziała, że nie może zrobić tego rodzicom, bo oni by tego nie wytrzymali. Wpadła w złe towarzystwo narkotyki alkohol i tak do 18, kiedy wszystko w niej pękło i wykrzyczała to rodzicom prosto w twarz, gdy wróciła do domu pod wpływem alkoholu. Na drugi dzień znalazła się na komisariacie, żeby złożyć zeznania. Na marne — sprawa umożona — brak dowodów, śladów. Psycholodzy, terapie wszystko pomogło stanąć na nogi. Teraz Po 11 latach ma odwagę o tym mówić głośno. - „Jestem ofiarą gwałtu. Potrafię kochać, dać miłość mężowi i swoim dzieciom. To oni zmienili moje życie na lepsze. Mieszkam z dala od tego miasteczka i cieszę się z tego powodu. Tu mnie nie znajdą, a do rodziców jeżdżę tylko w weekendy. Niekiedy przychodzi strach, szczególnie w nocy, ale wtedy budzę się i patrzę na męża i dzieci. To mnie uspokaja". Historia prawdziwa z mojego życia. Jesteś ofiarą gwałtu? Nie zwlekaj informuj policję bliskich, bo będziesz żyła w strachu przez dużo czasu. Pamiętaj, że kobiety mamy swoje prawa, które często są olewane.


Nic dodać, nic ująć... Akt gwałtu połączony z pedofilią. Polskie prawo rzeczywiście jest tak pojebane, że większość spraw jest zamknięta, zanim się na dobre zaczną. Jedyne co mi pozostaje życzyć sprawcom... To karmy. To taka wredna suka co zawsze wraca.



Sprawnie postaram się przejść do kolejnej kwestii, a mianowicie do gwałtów na tle pracy czy zajmowanego stanowiska.
Afera dookoła Polańskiego czy ostatnia w Hollywood. Jest to jak dla mnie kontrowersyjne.
Nie byłem świadkiem tych zdarzeń, jednak troszkę znam mechanikę. Wielu celebrytów, jakich znam otwarcie mówi, że: „Dupy same pchają mi się do łóżka".
I stawiam swoją wypłatę, że tak jest.
Masz pieniądze i władze- Masz towary luksusowe w tym świecie.
Na pewno jest ułamek kobiet, które myślą, że przez łóżko coś wskórają... Tak samo, jak i mężczyzn (znam takowych). Jeżeli nie wyszło tak... Zróbmy mu piekło. A niech ma za swoje, że nie załatwił pracy, stanowiska czy obsady w filmie.
Oczywiście z drugiej strony są i naiwne persony, które ulegają urokowi chwili... I dopiero po czasie uświadamiają sobie, że ulegli charyzmie danej osoby i zostały zgwałcone. Nie bronię tutaj nikogo, jak i nie oceniam. Jednak samo podejrzenie tej zbrodni jest dla mnie dostatecznym dowodem, aby danej osobie nie ufać a tym bardziej, aby jej unikać w celu niezrobienia jej krzywdy.


Nie wiem, czy to ważne, jednak faceci też mogą być zgwałceni. Ten z górnego obrazka akurat butelką...
Jednak chciałem Ci przedstawić obraz jak to wygląda u nas w Polsce. Znaczna większość gwałtów na kolesiach jest dokonywana... W więzieniach.
Niestety (choć ja tam jestem za takim traktowaniem skazanych), jeżeli trafisz za kratki oskarżony o gwałt bądź pedofilię. Kończysz zazwyczaj tak jak ten z góry. Fikcją jest to, że są oni jakoś specjalnie chronieni- trzeba mieć układy, aby to sobie załatwić. Większość przestępców z tego sortu sama sobie odbiera życie... I gitara jak dla mnie. Wracam tutaj do tematu karmy...

Na sam koniec skromnie się przyznam, że niegdyś zapobiegłem tego typu zdarzeniu. Miałem przez to dość przechlapane i kiedyś o tym na blogu wspominałem...Jednak teraz przedstawię pełen opis zdarzenia.

Mając siedemnaście lat mieliśmy ze znajomymi zwyczaj stawiania obozów namiotowych niedaleko naszych bloków. Taka frajda w wakacje, aby móc spokojnie pić, podkradać ciepłe bułki nad ranem z pobliskiej piekarni itp.
Byłem osobą, która w dużej mierze organizowała alkohol... No biegało się po spirytus co ja będę ukrywać. Pewnego dnia wraz ze znajomym poszliśmy po ten boski trunek, aby później „zabawić się” z naszymi nowo poznanymi koleżankami. Zostawiliśmy więc za sobą kilka namiotów, paru znajomych i te dziewczyny za sobą, aby szybko obrócić drogę wracając z alkoholem.
Po jakiejś godzinie jak wracaliśmy podbiegł do nas jeden z zostawionych z hasłem „Wysy tam w namiocie jest ktoś i chce się dobrać do (nazwijmy ją panią X) X". Długo nie myśląc spytałem się gdzie jest reszta... Na co jeden „mężczyzna” zza drzewa się wychylił i pokazał mi ręką, że tu... Reszta zwiała. Dałem więc znajomemu, z którym szedłem spiryt i pobiegłem do namiotu, który się dość mocno ruszał, a X w. nim krzyczała „pomocy”, „ratunku” itp.
Zawsze chyba słynąłem z odwagi graniczącej z głupotą. Kątem oka dostrzegłem auto z kimś w środku, ale nie przejmując się krzyczałem „Wypierdalaj- to moja dziewczyna"... Laski niemal nie znałem. Jak w końcu dobiegłem i kopnąłem w coś, co było wielką bryłą w środku wyszedł z niego koleś z trzy razy większy i z jakieś dziesięć lat starszy niż ja. Wszystko było dobrze przy bójce do czasu jak się wywróciłem o linkę od namiotu... No troszkę zabolało. Na szczęście moje z samochodu przybiegł mój dalszy znajomy, który odciągnął tę szafę od leżącego mnie i mnie przepraszał za całą sytuację z hasłem „Ja nie wiedziałem". Bóg jeden wie jak bym skończył...
Suma sumaru koleś odpuścił tej dziewczynie i wrócił do samochodu.
Jednak całość nie kończy się tak różowo, jak myślisz... Ta X od tamtej pory targała się na życie i miała dość mocne problemy z psychiką mimo tego, że w sumie nic się nie stało. Tego samego wieczora osobiście ją oderwałem od skraju kładki nad kanałem... Bo chciała skoczyć. Nie wiem jednak jak skończyła, gdyż po 2 dniach w naszej okolicy wróciła do swojego miasta i od tamtej pory nie znam nikogo kto ma z nią kontakt.


Podsumowując: Nie tylko nie gwałć, ale i staraj się temu zapobiegać. Wyobraź sobie, że to ktoś z twojej rodziny może być następny... Reaguj. To powinno dać Ci do myślenia.

Mam nadzieję, że jakoś nakierowałem Cię jak ja widzę ten temat.

Liczę na to, że dasz mi kolejny pod wpisem, gdyż następny, jaki mam zadany dotyczy świąt.
Spodobał się post? Zostań ze mną...
Masz trudny/łatwy temat? Napisz.
Skomentuj co o sprawach gwałtu ty myślisz- Ja chętnie poczytam twoje zdanie.


Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij