niedziela, 18 listopada 2018

Podsumowanie Aukcji dla Non Licet... oraz moje spostrzeżenia



Jak już dobrze wiecie prowadziłem aukcję dla tej Fundacji.
Oczywiście dziękuję wszystkim za pomoc, wsparcie, przedmioty oraz serce.
Czego człowiek nie zrobi dla bliźniego...
...I tutaj zaczynają się schody...


Po pierwsze.
Zasięg akcji...
Na moim Fanpage'u posty odnośnie licytacji dotarły łącznie do 47790 osób! Jest sporo osób, które to widziały...
Te osoby zareagowały na wpisy następująco:
Udostępnienia bezpośrednie z mojej strony- 81! a pamiętajmy, że każde udostępnienie to kolejni ludzie, którzy to widzą...
Reakcje na posty były w liczbie 166... Dzięki wam miałem sens to robić...
Do tego dochodzi kolejne kilka tysięcy wyświetleń z samego bloga. Sztosik... Nigdy nie przypuszczałem, że moje bazgroły dojdą do takiego poziomu. Łza mi się ciśnie do oczu.

Po drugie.
Kwota zabrana...
I właśnie z tego powodu ciśnie mi się ta łza. Mimo takiego zasięgu akcji, aukcji i tej otoczki... na licytacji zebraliśmy 141 zł... Żenada.
Starałem się jakoś dojść do wniosku dlaczego.
I tak oto nasunęła mi się myśl, że nie ważne jak wielkie będzie serce ludzi... Oni i tak wolą nie pomagać przy tego typu rzeczach.
Miałem przy tej okazji kilka zdań typu "Nie dasz rady" czy "Nie pomogę w czymś, czemu nie ufam". Rozumiem. Raz- Ja jestem jaki jestem. Dwa- ludzie zazwyczaj nie ufają czemuś czego nie widzą. Wyjątkiem chyba jest Bóg. Choć mniej realny jak ja i bardziej zaborczy (powodzie itp) to go prędzej obdarzycie dyszką... czy dwoma...
Taka natura i z tym nie wygram (a i Bogiem nigdy nie chciałem być).

Podsumowując... w aukcjach brały udział łącznie 53 osoby... Co daje nam ułamek zasięgu. Ciekaw jestem ilu z was omija tego typu problemy codziennego dnia. Nie mnie oceniać. 

Do rzeczy. Jacy jesteśmy- sami wiemy. Postanowiłem to zrobić po swojemu. 
Pamiętając, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna... Dorzucam od siebie 
(Mi jak i wam nic z nieba nie spada... A tym bardziej pieniądze) 200zł. Może to nie wiele... Choć sam dam więcej jak około 50 tysięcy ludzi...
Dodatkowo właścicielka restauracji, która brała udział w tej licytacji od siebie dodaje kolejne 100 zł.
Jak to powiedziała: "Jak już biorę w tym udział to chcę także pomóc". Dziękuję Iza. W takich ludziach jest nadzieja.
Tym oto sposobem... Kończę z tym tematem. Mam nadzieję, że choć jednej osobie dało to do myślenia.
Chciałem koniecznie na koniec podziękować wszystkim jeszcze raz za serce jakie włożyliście w tą pracę. Nie raz było ciężko i nie raz coś się nie zgadzało. Głównymi egzekutorkami pomocy były tutaj dwie osoby: 
Moja siostra- Asiu zrobiłaś kawał dobrej roboty...i gratuluję wygrania płyty.
Zaczytana wiedźma... Ile Ty od siebie dałaś w ten projekt... Tylko ja wiem i tak zostanie. Masz serce większe jak Ci się zdaje.

Zapraszam was do podawania mi nowych tematów do wpisów. Ostatni jaki mam w zanadrzu rusza niebawem. Komentarz pod tym wpisem z kolejnym i mam co robić. To nie gryzie.

Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij


niedziela, 11 listopada 2018

Dojrzewanie i Nastolatkowie


Dojrzewanie i Nastolatkowie


Ciesze się, że w końcu mam sposobność napisania czegoś poza aukcjami, fundacjami i takimi tam. 
W sumie dość fajnie to wszystko wyszło... Dzięki wam oczywiście- Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.

Dojrzewanie i Nastolatkowie to w sumie dwa różne tematy dlatego postanowiłem je podzielić. Po pierwsze na te dwa tematy po drugie na kiedyś/dziś... Jak widzisz po pierwszym zdjęciu możesz się domyślać co tak naprawdę chodzi mi po głowie.

Dojrzewanie.. Kiedy dojrzewamy? W sumie na logikę dojrzewamy w paru aspektach. Na pewno jedną formą tego jest rozwój naszych ciał. Z dziecka przechodzimy w formę bardziej kształtną... Formują się mięśnie, normuje się wzrost... Rośnie to i owo... Jednak czy będąc już rozwiniętym fizycznie jesteśmy dojrzali? Oj nie. Każdy z nas zna przypadki, które potwierdzają tezę, że nie wystarczy być dużym aby być dojrzałym. 
Psychika... To jest ten element, który każdy z nas przechodził w drodze do dorosłości. 
Przez drogi naszego życia musiało się wiele stać abyśmy dojrzali do pewnych decyzji, zachowań, zasad czy postanowień.
Kiedy dojrzałem fizycznie? Nie mam pojęcia. Stawiam, że zmężniało mi się koło 16 roku życia jak już czynnie pracowałem tu i ówdzie. A psychicznie? 
Może w chwili kiedy ojciec znalazł lepszy model? 
Może kiedy postanowiłem wspomóc matkę i właśnie dorabiać na każdym kroku? 
A może w chwili, kiedy zobaczyłem pierwszą śmierć na własne oczy? 
Nie wiem. Samemu jest to naprawdę ciężko stwierdzić. 
Równie dobrze może ktoś stwierdzić, że do tej pory tego nie zrobiłem... 
Nie dojrzałem bo idę pod prąd. 
0,7 whisky dla tej osoby, która mi udowodni, iż w tej ścieżce nie jest ważną rolą dojrzewanie seksualne. Świadomość swojego ciała, swoich potrzeb czy ciekawość drugiej płci. Swoją drogą to akurat mnie kręciło od kiedy pamiętam...
Szybka anegdota. 
W wieku 12 lat dostałem sromotny wpierdziel od licealistek, kiedy pod koniec kwietnia siadaliśmy z znajomym na schodach i jak przechodziły w spódniczkach zaglądaliśmy co tam mają. 
Teraz już wiem (aby nie było, że się chwalę czy coś- domyślam się)...
Dzieci w tych czasach chyba jednak przechodzą pewne dojrzewania szybciej, a na drugie znacznie dłużej czekają. Technologie, wzrost gospodarczy, koniunktura rynku czy ustawienie Neptuna względem Saturna... Nie wiem co ma na to wpływ...Może wszystko po trochu? O wiele więcej wiem na temat nastolatków.

Nastolatkowie kiedyś oraz dziś.
Po pierwsze nastolatkowie jak sama nazwa mówi... Osoby w wieku od jedeNAŚCIE do dziewiętNAŚCIE. 
Początkowy etap "bycia nastolatkiem"... Wiek około jedenastu lat.
Muszę się teraz skupić, ale z tego co pamiętam ja w tym wieku byłem pod ostrzałem dwóch rzeczy.
Pierwszą było przedmieście średniego miasta, gdzie jeździłem do babci. 
Nigdy nie zapomnę dziadka roweru "Kozy"...
Rower ten był symbolem pozdzieranych kolan, podartych spodni i oczywiście żużlu w zębach.
Głównym celem mojej nauki jazdy na nim były wizyty w skupie butelek, za które otrzymywałem parę groszy... które szły na cele pitne (wtedy oranżady), oraz chrupki kukurydziane (takie z króliczkiem- nazwy nie pamiętam).
Obecnie jakbym dziecku w wieku jedenastu lat dał taki rower (o la boga...przed komunią). Prawdopodobnie by mnie wyśmiało... Bądź wylądowało w szpitalu. Kalectwo ruchowe stopnia pierwszego... 
Da się tym sterować z aplikacji? 
Masakra.
Drugim symbolem tamtego okresu był oczywiście nie kto inny jak on... koń z skrzydłami...
No może nie latał... Ale hasło "Pożycz kartridża z Mario" wypowiadałem średnio raz na tydzień (bo więcej czasu na to nikt nie posiadał). Chwilkę wcześniej posiadałem Commodore 64 (Jezu o czym ten Włóczykij pisze)... Kto pamięta jak się w nim kasety nastrajało?
Teraz Dzieci niestety pewnie by umiały to obsłużyć... Jednak była by to zabawka na kilka chwil z racji dennej grafiki i małej frajdy dla nich jak na te czasy. Wiem o czym piszę, bo chrześniakowi dałem PlayStation2 i wygląda to podobnie...
Przeplatanką wieku od 11-stu do 13-stu lat były także wypady "na podwórko".
Trzepak...
Nie wiem jak wy... Ja na nim spędzałem średnio z 10 godzin w tygodniu... Doskonaląc wspinaczkę, wymyki i odmyki... Zdobywając fame na placu.
Najgorsze zawsze było to, iż czasem rzeczywiście ktoś tam dywan trzepał i trzeba było zejść... ehh...
Teraz dzieciaki raz... nie wejdą na niego (wspomniane upośledzenie ruchowe), a dwa- trzepaków już nie ma niemal...Smutne.
Po co się tam trenowało? Hah. W dzieciństwie ganialiśmy się po parku, oraz wspinaliśmy na drzewa (szaleństwo czyż nie?).
Nastolatkowi teraz dajcie w takim wieku drzewa i karzcie się wspiąć. Poproszę o zdjęcia na fanpage jeżeli któreś tego dokona.
 Jakoś w okolicach trzynastego roku życia częściej bawiliśmy się w podchody niż w domu klockami, żołnierzykami czy czymkolwiek innym.
Oczywiście nikt nie grał nigdy uczciwie... Ale co zrobić?
Parę razy się gubiliśmy... Parę razy ktoś dostał od rodziców parę klapsów za brud czy podarte ubranie... Warto było.
Teraz ta zabawa umarła śmiercią naturalną. Google Maps działa prawie wszędzie: i tak, i tak się znajdą.

Następny etap(jak dla mnie) był o wiele bardziej owocny w przeżycia. Mowa tutaj o między innymi pierwszych wagarach
Gdzie z lekcji się uciekało całą klasą.
Wszystko było na zasadzie "Podobno będzie pytał/a", lub "Ładna pogoda dziś".
Czytasz i się śmiejesz? Witam w rodzinie ludzi, którzy mieli naprawdę zajebiste dzieciństwo. 
W tamtych czasach jak już bywałem w szkole (wbrew pozorom miałem wzorowe oceny... Jednak zawsze zachowanie najgorsze możliwe)... Rozkręcałem z kolegą ławki... Klucz 13 (najlepiej dwa) i do przodu. Prowadziliśmy rankingi dzienne oraz tygodniowe kto więcej rozkręcił śrub, po czym je "oddawaliśmy" szkole.
Oddawanie polegało oczywiście na podrzuceniu je niedaleko pokoiku woźnego, który mnie chyba do tej pory pamięta... Ale o tym może kiedy indziej.
Chyba jedna z niewielu rzeczy, które się nie zmieniły. Tylko my chodząc na wagary albo bywaliśmy w parku czy nad Wisłą... Albo po prostu graliśmy w piłkę
Bramki z plecaków, lato czy zima. Zasady były niezmienne. gruby na bramkę, losowanie drużyn na "tip-topy" i takie tam uznawane teraz za dyskryminujące młodzież. 
Także jeżeli zobaczysz takie coś... Daj zdjęcie na fanpage. Może w tych dzieciach jest nadzieja jeszcze.
Kolejnym etapem, który chyba jest mi najbliższy sercu to moment po 14-tym roku życia, kiedy to zaczynałem palić pierwsze papierosy (kariera lekkoatletyczna poszła w pizdu), oraz kiedy to zaczynałem popijać pierwsze cytrynówki w parku.
Pierwszego papierosa zapaliłem przez kolegę z klasy (cztery lata oblał skubany)... Na ból zęba.
Potem się już coraz częściej paliło... Aż kupiłem pierwsze papierosy "Sobieskie czerwone".
Natomiast kiedy pierwszy raz posmakowałem alkoholu? Nie nie było to piwo tylko własnie "Cytrynówka" w szklanej, pękatej, litrowej butelce... Z domieszką podrobionej Coca-Coli.
Oj jak to smakowało (brzmi jakbym był alkoholikiem na głodzie, ale kto pamięta ten smak, wie o czym właśnie piszę).
Takie znaczki widywaliśmy wszyscy. I jak mi wiadomo są one do teraz.
Jednak zawsze w dzielnicy znalazł się ktoś starszy. Może nawet sam sprzedawca udawał, że masz osiemnaście lat... Mimo iż nadal miałeś/aś mleko pod nosem?
No Dobra... Nastolatkowie palą (choć to teraz nie jest w modzie) nadal, oraz tak samo wielce piją. Zgodzę się. Tylko my za ich czasów (ja i kilku znajomych) bywaliśmy na tak zwanych "domówkach" w których robiliśmy to nawet po dwa tygodnie...
Zdjęcie mocno poglądowe (bo są tam ludzie za trzeźwi)... 
Tylko nieliczni doświadczyli eskorty policji po poszukiwaniach do domu... Oczywiście nie bywałem trzeźwy jak mnie znajdywali. Jakby nie było nie stoczyłem się (chyba).
Głównym powodem dla którego było u mnie inaczej była decyzja, że w wieku 18-tu lat postanowiłem na stałe pomagać matce w utrzymaniu domu i naszej rodziny. Zastępując Ojca (zarówno sobie jak i mojej siostrze) stałem się mniej więcej tym kim jestem teraz... Z drobną przerwą w życiorysie, kiedy to "podróżowałem"... O tym nigdy nie napiszę z racji tego, iż po prostu nie mogę. Jednak do rzeczy. Moje "-naście" własnie skończyło się na zaprzestaniu edukacji (miałem być psychologiem czy kuratorem), a zacząłem być uczniem na budowach przy działach monterskich. Teraz tej decyzji nie żałuję. Kiedyś może i miałem o to żal... Lecz wiem, jak wiele dla nas znaczyła ta decyzja.
Teraz młodzież nie docenia tego co ma.
Nie docenia tego co robią dla niej rodzice.
Nie szanuje innych ludzi.
Gdzie ten świat kurwa zabłądził? 
Dlaczego ostatnie pokolenie dzieci wychowanych bez telefonów i całej tej jebanej elektroniki dookoła nie potrafi wpoić swoim podopiecznym tych zasad?
Dlaczego? nie znam na to odpowiedzi, bo sam nie jestem jakiś idealny czy coś. Jednak mnie to zastanawia niemal każdego dnia widząc to w którą stronę to idzie.
Może choć w przypadku nastoletnich chłopców trzeba zrobić im na koniec zimny prysznic?
Hasło wpisu:
"Chcę aby wróciła obowiązkowa służba wojskowa"


Dziękuję, że dotrwałeś do końca wpisu. Mam nadzieję, że w którymś miejscu się odnalazłaś/eś. Daj mi znać w którym w komentarzu. Tak samo jak już rytualnie proszę o nowy temat do opisania- Wpisz go na dole pod tym postem. Na 100% napiszę o tym co sądzę.

Zapraszam Cię do polubienia bloga i/lub mojego fanpage'a na Facebooku aby być na bieżąco (stawiam, że nadal nie było tego "klik" lub "lubię to!").

ps. Przy okazji. zbieram pocztówki dla ośmioletniego dziecka, które prosił własnie o nie Mikołaja...
Masz taką możliwość? Sprawdź fejsika.

Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij