sobota, 8 września 2018

Hipokryzja we współczesnym świecie

Hipokryzja we współczesnym świecie. 
No to żeście mnie teraz docenili... 
Jednak z drugiej strony cieszę się, że mogę na tak znaczący temat napisać w czasach, gdzie 90% ludzi to hipokryci bądź kłamcy(mniejsi,więksi). 
Hipokryzja... Udawanie. Nie jest to przecież nic innego jak właśnie to. Z hipokryzjami spotykam się niemal codziennie. Niestety (a może właśnie i stety) w ostatnich czasach dotykały one mojej osoby nawet zbyt doraźnie. 
Wezmę na celownik pierwszy przykład hipokryzji w naszych czasach. Politycy. 
Każdy z nich bez wyjątku jest takim małym udawaczem. "Nie biorę łapówek" a tu nagle jeb- afera o nie. "Zawalczmy o podwyżki płac" ale nie dodali że tylko im...
Nie no kurwa nikt mi nie wskaże choć jednego uczciwego polityka... Nikt uczciwy się tam nie pcha.
Drugi przykład- Kościół. Wiara wiarą-niech każdy sobie wierzy bądź nie( wasza sprawa) ale Kościół to miejsce pracy hipokrytów. Spowiedź. Tak wierzysz zapewne, że spowiadasz się przed Bogiem za pośrednictwem konfesjonału i tego gościa za kratką co bywa częściej w burdelach jak wam się wydaje( jak nie bywa to ma zapewne sporo ministrantów). I tu Cię zdziwię. Hipokryzję tę zaczęto w XIII wieku na jednej z ich imprez. Jak wiecie( albo i nie) ten okres był obfity w bunty, masowe zbrodnie i tego typu sprawy. W około same wojny, cierpienia i zamachy na rządy. Na to wszystko za słowem francuskich władców został rzucony tekst o tym aby ludzie się spowiadali bezpośrednio przed księżmi, którzy mieli po cichu informować o zagrożeniach władców. To dopiero początek tego co do dziś ludzie łykają, bo konfesjonały wprowadzili gdzieś w XVI wieku dopiero. Na koniec przypomnę tylko o czasach teraźniejszych, gdzie przed 88 rokiem było to dość modne u nas, aby księża donosili na swoje owieczki( IPN potwierdza). Sam temat kościołów zakończę tylko krótkim napomknięciem, że pierwszy Maybach w Polsce należy do jednego z nich... I nie tylko on...i nie tylko dla jednego. Polecę na fali teraz i wskoczę w drugi typ hipokryzji niczym rolnik na swego rumaka( widziałem filmik ostatnio z świnką nie wiem czemu) i napiszę o związkach. Wiesz drogi czytelniku co wkurwia najbardziej takiego zwykłego człowieczka jak ja? To zakłamanie otaczające mnie, Ciebie, ich, nas wkoło... Szukałem w swojej wędrówce życia wielu odpowiedzi... Wiele znalazłem,ale tego jak można wymagać moralności od drugiej osoby samemu będąc niemoralnym... Za chuj nie zrozumiałem. Może opiszę historię pewnego związku. Przez długi okres czasu obie osoby się wzajemnie wspierały. Mieli dzieci, dom i nawet to drzewo zasadzone obok. Można śmiało napisać, że para idealna. Jednak to tylko pozory. Jak się przyjrzeć temu bardziej... On chadzał na dziwki, ona nią była... Ona zaś kupowała narkotyki, a on je sprzedawał. I w dupie to mam teoretycznie gdyby nie fakt, że wzajemnie się zapewniali o braku tych cech... 
Każda dziwka była kiedyś dziewicą tak samo jak każdy ćpun kiedyś był czysty... 
Coś kiedyś nie pykło i oto efekty. Hipokryzja... Udawanie w związku kimś kim się nie jest. 
Nosz wskaż mi cel tego... Nie widzę.
Nikt mi nie powie czy napisze (już teraz wiem o niektórych czosnkach co nie umieją z czytujących to), że normalne jest zarabianie na lewo pieniędzy a w domu do żony mówienie o legalnej pracy (ze szczegółami) jak to nie jest ciężko... Nóż mi się w kieszeni otwiera ale znam takie małżeństwo... 
Nie jestem tutaj katem czy sędzią... Każdy ma swoją moralność. Tak... Każdy nawet największy psychopata ma ją... Dziwną, ale ma. 
Uderzeń w ten temat jest wiele, 
choć na większość z nich mam odruch jak po litrze na trzech (o ile dwóch nie pije)- rzygam. 
Inny przykład. Znam dość dobrze pewnego gościa, co przez całe swoje życie nie zdradził swoich partnerek. Jednego czego tylko oczekiwał i za co pił przy każdej okazji to właśnie za to... Za trwanie w wierności swojej i za ślepą pewność tej cechy u drugiej osoby. 
I w pewnym momencie swojego życia wrócił do domu dzień wcześniej z delegacji, aby ujrzeć w swoim własnym domu (mało tego) w swoim własnym łóżku jego żonę i obcego faceta w akcji. Nie żeby coś... Ale zapewnień usłyszał o wierności mniej więcej tyle co wyborca obietnic przed głosowaniem. 
Jego świat niemal runął... Stracił wszystko co miał, ale zyskał o wiele więcej. 
Doświadczenie i nowe kryteria w stosunku do siebie i do kobiety, którą nomen omen znalazł to jego lekcja... 
Niema teraz byłej partnerki a jest nowa... Perła na tle poprzedniej (i innych wkoło). 
O... Albo kolejna hipokryzja. Wyobraź sobie, że pewien pan/pani (niewłaściwe skreślić) od samego początku udaje kogoś kim nie jest. Macie dziecko, plany, marzenia... wszystko wspólnie. Po dłuższej przymusowej rozłące wraca,robi długi i znika...puff niema. Zaczął się moment, kiedy ta osoba przestała sobie radzić sama z tym co wkoło siebie narysowała. 
Chuj w to... Szkoda tylko dziecka. Tej drugiej połówki na bank nie. Niech się szmaci gdzieś indziej. Macie wspólne wspomnienia i dziecko... Tylko. 
Owoc tego kim jesteś Ty i kim nie jest osoba która się do tego przyczyniła. 
I co... Świat się zawalił? Nie stać Cię na inną- lepszą osobę? Nosz do licha...stać Cię. 
Niema sensu w zaprzątaniu sobie głowy hipokrytą/ką. Karma to dziwka-zawsze wraca... 
Szybki slash z okresu jak byłem za granicami naszego kraju: koleś dzwoniąc do domu i rozmawiając z żoną jak to on jej nie kocha... Prowadzi samochód w drodze do burdelu... Takich związków z udawaniami w tle jest wiele... Osobiście doświadczyłem najdziwniejszego takiego przypadku. Jedna i druga osoba na początku znajomości zarzekała się że jest szczera... A jedna sprawdzała drugą ( choć odpowiadała w 99% szczerze, 1% to zatajenie) a druga się bała być sobą. Nie wiedziała jak będzie odebrana. Było to tak dziwne, że teraz jak to piszę to się śmieje z tego. 
Związek budowany na udawaniu, łóżku czy na kłamstwach się nie uda... 
A i te budowane szczerze mają słabe szanse...mimo uczuć otaczających to...
Hipokryzja to stała nasza nieodłączna cecha... Niestety. Wynika ona z chęci posiadania/ idei/ czy zasad przez nas stworzonych aby zwabić/przekonać do siebie bądź aby samemu być akceptowanym gdzieś. Jest ona stosowana na szeroką skalę( masowo wręcz) lub na pojedyncze jednostki w społeczeństwie. 
Osobiście uważam że takie udawanie do tylko jednej/kilku osób jest w chuj gorsze. 
Nic tak nie boli jak zawieść się na bliskiej nam osobie, a jedynie wtedy musimy albo być silnymi... Albo mieć wsparcie z zewnątrz.
Inaczej przez hipokryzję innych mamy nieźle przejebane. Nie wiem dokąd zmierza ten świat, 
ale chyba to nie mój kierunek. 
Walę to- idę pod prąd.
I sam też nie jestem święty. Wiem, że w swojej drodze wiele przeszedłem... I udaję że sobie z tym radzę... Sieje tą hipokryzję na prawo i lewo... I ludzie to łykają. W gruncie rzeczy sam siebie oszukuję... Bez kilku osób po tym jak sam byłem ofiarą hipokryzji... Bym sobie nie poradził. 
Dziękuję wam. 
Tyle by było na ten temat. Jestem rad, że mogłem go opisać w tym skromnym blogu. 
Pod postem zapraszam zarówno do dyskusji jak i zaproponowania nowego tematu.
​ Pozdrawiam

Szyderca Włóczykij

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz