środa, 26 grudnia 2018

Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia


Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia.

Hmm... myślisz, że to oklepany temat? Nie jest tak w moim przypadku. Nie patrzę na to, jak większość ludzi... Niestety.

Od czego zacząć wywód na temat tych kilku dni w roku? Pewnie od samego początku, czyli od przygotowań. 

Długo mógłbym opowiadać jak to wspaniale jest w tym okresie. Ubieranie choinki (oh, oh), wybieranie ozdób do mieszkania, poszukiwania prezentów... NIE.
Okres przedświąteczny to przede wszystkim sprzątanie domu... Oczywiście dla Jezusa no bo jakby inaczej. Rzecz w tym, że każdy się oszukuje. Nie robimy tego dla tej pary imigrantów szukających na siłę schronienia (pozdrawiam wszystkich tych zagorzałych przeciwników imigrantów w tej chwili), lecz dla rodziny, która przybędzie lub mamy nadzieję, że przybędzie. Powiedz mi drogi czytelniku/czytelniczko... W jakim celu sprzątasz, ukrywasz, przemeblowujesz mieszkanie przed świętami i to zazwyczaj w miejscach, gdzie normalnie tego nie robisz? Co Ci przeszkadza ten wazon, który stoi tam już pół roku z tą paprotką... Stał to niech stoi... Święta z nim w tym miejscu nadal będą świętami... Zdziwię Cię, ale nawet się odbędą, jeżeli on nadal będzie tam stał...
Podziwiam te osoby, które mi odpowiedzą, że musi być czysto i takie tam. Nie wiem jak wy, ale ja staram się mieć porządek 365 dni w roku a nie 3 (poza kurzami, bo to się mnoży samo).
Bajki tego typu słucham oczekując wpadnięcia jakiegoś smoka, który da swoją łuskę w momencie idealnej czystości... Zamiast smoka może być teściowa dająca czekoladę... Zależy od bajki.


Przejdę zatem do bliższego terminu. Postawmy na 23 grudnia. Od lat słyszę to samo. 
"O kurwa! Jeszcze ocet"
"Nie ruszaj, to na święta!"
"Jak będziesz niegrzeczny, to mikołaj nie przyjdzie, bo on patrzy"
"Pamiętaj, aby rano po chleb iść"
"Gdzie jest papier do pakowania prezentów"
"Ja pierdole! Ciocia nie może ostrego barszczu- zrobię drugi dla niej też"
"Umyj kafelki na balkonie"
I tym podobne... Śmiało- śmiej się... Taka prawda.
Można by z tego zrobić niezłe bingo rodzinne do skreślania tekstów, jakie już słyszeliśmy podczas przygotowań.
Powiem Ci mój Drogi czytelniku, że jest w tym swoista magia. W tym roku po raz pierwszy od jakiś 7 lat zdobyłem choinkę u siebie w domu. Co prawda ma całe 15 cm... Jednak jak na mnie to progres. Nigdy do tego wagi nie przykładałem (dobra kiedyś chciałem, ale mi przeszło). 
Notorycznie od kilkunastu lat spędzam wigilię w różnych miejscach w Polsce i na świecie. Kilka ostatnich wigilii spędziłem u byłej teściowej i całej familii mojej ex. To też się przyczyniło do umierania we mnie tej iskry świątecznej... O tym później.

Zgrabnie docieram do dnia poprzedzającego właściwe Święta. 
Wigilia- magiczny okres oczekiwania na gości/mikołaja... oraz kres wytrzymałości fizycznej i psychicznej.


Gdy już wszystko się uda (to oczywiście dzięki tej przestawionej doniczce) i jak zwykle nadchodzi pora zasiadania do wieczerzy... Zaczyna się coś, czym tak naprawdę się karmię.
Gra pozorów, udawanej miłości i szczerości. Po kolei.
Jak już wspomniałem niegdyś nie jestem religijny, a z natury dość Ateistyczne mam podejście do świata, oraz Świąt. 
Sam początek- przychodzą goście. jednych lubimy więcej, innych mniej.
Już w tym momencie jakbym tak strzelił stopklatkę widać narysowane ślicznie kredkami uśmiechy na twarzach, wzruszenia (w skrajnych przypadkach łzy).
Prosty przykład:
 "O! Jaka ona jest już duża!"
No jest duża i jakbyś się jakkolwiek interesowała rodziną nie tylko podczas "spędów" typu święta, pogrzeby czy komunie byś to wiedziała. Zaraz usłyszę głosy, że przecież żyjemy w ciągłym biegu itp, itd...
Tak. Żyjemy w biegu i sam jestem tego doskonałym przykładem, jednak także żyjemy w czasach niesamowitej technologii. Wystarczy kontakt z rodziną. Wystarczy krótka rozmowa telefoniczna, aby po niej sobie przesłać zdjęcia... Napiszę więcej.
Mam przyjaciela, u którego nie byłem już lat z dwa... Jednak doskonale wiem jak rośnie jego syn. Często zabiegany otrzymuję od jego bądź jego żony zdjęcia. Dziękuję im za to. Myślę, że rozumieją mnie i moją sytuację i dlatego nie prosząc się je otrzymuję. Jest to czymś tak ważnym dla mnie, że nikt mi nie wciśnie, iż się nie da tak robić.
Dziękuję Mati za kolejny wspólny rok.


Wyłączmy stopklatkę. Jesteśmy już przy wspólnym, wspaniałym stole wigilijnym. 
Wrócę do tego, dlaczego moja ex i jej familia zepsuła mi tę iskierkę.
Wyobraźcie sobie, że są rodziny, w których zazwyczaj jedna osoba obok drugiej nie siada. Mało tego nie darzy się szacunkiem w każdej możliwej okazji. No i mamy moment, gdy najstarsza osoba recytuje modlitwę (stoję jak kołek- ale to ich tradycja...spoko) i nagle takie wielkie boom! Opłatek.
Kawałek wypiekanej mąki z wodą... W dodatku nieosolony ani jakkolwiek doprawiony (nawet na zagryzkę się nie nadaje zbytnio). Oczom nie wierzę, że te osoby się dzielą nim (mnie próbowali namawiać, ale ja to robię inaczej... Tak jak moja siostra) i życzą sobie zdrowia, szczęścia i tym podobnych bzdetów. Po pierwsze. Po kiego grzyba życzyć sobie takich rzeczy i to w dodatku dodając "Na święta". Wszystkim moim bliskim osobom tego z całego serca życzę... NA CO DZIEŃ! 
Nie kurwa raz czy tam dwa razy do roku licząc, że jakoś się dokulają do następnego spędu rodzinki. Po drugie. Nie siadam do stołu z osobami, których nie trawię (chyba, że muszę jak na załączonej historyjce). Należę do osób, które brzydzą się tak sztucznie pompowaną miłością i wszelkiej maści udawanym odruchom ludzkim. To mnie niszczy niestety. 


Ok. Jemy już wspólnie te wieczerzę... W standardzie dwanaście potraw, potem ciacha z kawą, prezenty i alkohol.
Podczas samej kolacji oczywiście nie zabrakło tematów typu :
1. Polityka- A Ci są tacy a Ci tacy.
2. Zdrowie i Uroda- Ależ ty schudłaś, jak zdrowie, ślicznie Ci w brązowych włosach.
3. Badoo.święta.pl- Kiedy w końcu poznamy twoją wybrankę/twojego wybranka, kiedy dzieci, długo jeszcze będziesz z nim/nią.
4. Film i Seriale- Zaraz Kevin na Polsacie, oglądałem fajny serial na Netflixie.
5. Podróże- Ładny kawał świata w tym roku zwiedziłeś.

Lista oczywiście dłuższa bądź krótsza w zależności od ilości osób, oraz częstotliwości ich spotykania.
Jednak dla mnie hitem są....


Zaręczyny w trakcie jedzenia lub tuż po.
Motyle mi telepią się w żołądku niemal jak widzę co roku kilka/kilkanaście postów zmian statusu na "zaręczona/y". Just kidding...
Motyle jak się odzywają to te alkoholickie, bo po telefon sięgam zazwyczaj po całej tej szopce... I już jestem lekko dziabnięty. To jest tak samo fajne jak czytanie nekrologów. Coś się skończyło, wszyscy dookoła wielki szok, a sami zainteresowani nie widzą nic poza sobą. Powinni mi na ten okres dawać zniżki na popcorn. Wieje romantyzmem tak, że będę go jadał w szaliku i czapce... Zaraz za zaręczynami podziwiam wszystkie te "radosne chwile" choinki, stoły itp. 
Szkoda tylko, że wiem, iż te "radosne chwile" u większości są sztuczne, a jednak mimo to ludzie to robią... Tak trudno sprawiać, aby te chwile były częściej niż tylko na święta... Wiem- dziwnie na to patrzę.


Z memem powyżej muszę się zgodzić. Odkupiam swoje winy przelewając morze alkoholu rok rocznie. Chyba z tego powodu, że na trzeźwo to jest dla mnie za trudne. Nie wiem... W tym roku piłem wyjątkowo w święta z osobą, którą szanuję i jakoś tak normalnie było. Wiadomo... śmiechu także co nie mała. Poprzednie kilka świąt niestety towarzystwo było nazwijmy to delikatnie "inne".
Dzięki szwagier... Była moc.

Oczywiście jak jest alkohol zdarzało się, że pojawiały się waśnie i stare rany odkopywane. Może nie w te święta, ale na takowych także bywałem. Kończyło się to zazwyczaj jakimś mniejszym lub większym kalectwem... Nie moim.


Mniej więcej można w skrócie ująć, że to na co większość pracuje tyle czasu podczas przygotowań... Zawsze jakoś podobnie się skończy (minimum foch kogoś).
Teraz się zastanawiasz? Dobrze wiemy oboje, że tak w 90% przypadkach jest... Nawet jak nie u Ciebie to znasz jedną taką wieczerzę, która w tym roku się tak skończyła. Jeżeli jednak nie znasz- wyjdź do ludzi... a nie czytasz moje bazgroły ( Bang!).
Kolejną fajną kwestią są kolejne dwa dni świąt... Kolejne spotkania z rodziną, kolejne (te same) tematy, oraz zaczyna się wymigiwanie, że... Przytyłam/em w te Święta...
Nie! gruby/gruba byłeś/aś już na wakacje... ta przykrywka działa tylko na te osoby, co z nimi kontaktu nie utrzymujesz... ale i tak do nich idziesz- Gratulacje... Chylę czoła.


Samoakceptacja, bla, bla, bla...Wiadomo. Umarła.

Na koniec wpisu w błyskawicznym skrócie przedstawię wam jak to wygląda u mnie aktualnie.
Przygotowania były robione przez moją siostrę wraz ze szwagrem. Sama wieczerza z racji naszego ateizmu (i tak samo jak rodzice nam przekazywali):
Bez opłatka- Dopuszcza się u nas opłatek na filiżance, aby sobie go zjeść i pomyśleć życzenie.
Sianko pod obrusem- aby były pieniądze w następnym roku.
12 potraw wigilijnych- nie dlatego, że było dwunastu apostołów czy coś w ten klimat. Jest ich tyle, ponieważ mamy dwanaście miesięcy, przez które mamy nadzieję przebrnąć w dostatku... 
I tutaj ważna jak nie najważniejsza zasada przy naszym stole wigilijnym. Nikt nie odchodzi od stołu, dopóki wszyscy nie spróbują potraw (każdą trzeba posmakować na znak tych 12-tu miesięcy, oraz szacunku do pracy włożonej w przygotowanie ich). Spytasz dlaczego? Ponad 40 lat temu kiedy jeszcze nie było tego przykazania... podczas wieczerzy jedna z osób odeszła od stołu. Na następny rok ta osoba już nie siedziała przy nim. Sytuacja powtórzyła się 3 lata później... Mnie jeszcze na świecie nie było, jednak za dzieciaka ojciec nas o tym informował regularnie. Utkwiło nam to w głowach i wraz z siostrą po prostu nie wstajemy od stołu. Nawet jak spędzałem wigilię gdzieś poza tym gronem, gdzie ludzie wstawali, gaworzyli i łazili podczas spożywania posiłków... Ja siedziałem twardo. Nie chcę próbować, czy to przypadek, czy reguła.
Wolny talerz dla gościa- owszem...zawsze go mamy. 23 lata temu spotkałem się z tym że ten talerz był potrzebny, bo wpadł wędrowca...A drzwi zawsze były uchylone na czas siedzenia przy stole.
Najwspanialsze przy normalnej kolacji wigilijnej wg mnie jest to, że tak jak w naszym przypadku niczego się nie udaje. Nie każdemu to pasuje... Jednak to są nasze święta. Nie piejemy do kieliszka kolęd, nie chodzimy na pasterkę (bądź nawet obok), nie pytamy się o durnoty typu: Kiedy to czy kiedy tamto. Znamy się na tyle, że nam to nie jest potrzebne.
Specjalnie robię ten wpis po tych świętach, aby był on sumą tego jak to jest i jak powinno być. Wiedziałem, że będę miał kontrast. Od zakłamania i fałszywych uśmiechów po szczery śmiech i radosne spożywanie tych wszystkich potraw. Są osoby, dzięki którym dostrzegam sens... 


Każdy ma swoją tradycję... Jednych kręci zapach forsy innych własnych stóp. Wiem także, że wiele osób popiera moje widzenie na ten temat... Lub też chciałoby tak spędzać święta... Naturalnie... Bez większej spiny. 
Mimochodem dodam, że rywalizacja szwagier vs podłoga 0:1... Może następnym razem ja będę pod stołem spał...
Są też osoby, które mimo tego całego mojego życiowego zawirowania potrafią sprawić, że w końcu kupiłem "imitację gałązki" zwanej dalej choinką... Spraw, abym w następnym roku chciał ją mieć ponownie.

Tyle. 


Ostrzegam, że na tą chwilę nie mam tematów do postów.
Zostaw mi nurtującą Cię sprawę gdzieś tutaj na dole w komentarzu.


Ciesze się, że mogłem się z Tobą podzielić tym jak widzę Święta Bożego narodzenia.

Pozdrawiam.
Szyderca Włóczykij



















poniedziałek, 17 grudnia 2018

Gwałty



Przyznam, że tak jak myślałem, że temat przemocy domowej będzie jednym z cięższych, jakie dostanę... Tak... To muszę to odszczekać- ten jest trudniejszy.

Od czego zacząć pisząc o takim zjawisku? Nasuwa mi się wiele wątków, ale chyba pierwszy, jaki mi przyszedł do głowy to kwestia imigrantów i ich gwałtów na europejkach.
Myślę, że znasz tak samo, jak ja aferę, jaką wywołali trzej imigranci we Włoskim Rimmini. Pobili dotkliwie chłopaka, a jego dziewczynę zgwałcili... Jak ogólnie wiadomo sprawców złapano. Co nam po tym? Domyślam się, że krzywda (nie tylko ta seksualna, a zwłaszcza psychiczna) będzie nosiła swoje piętno na obojgu swoje piętno do końca życia.
Jak się dowiedziałem o tej aferze przystanąłem na chwilę, aby wynieść jakieś wnioski. Szukać jakiegoś motywu działania tych brutali... Znalazłem. Powszechnie wszyscy powinni wiedzieć jak to wygląda w krajach arabskich, w których przestrzegana jest księga koranu rygorystycznie- kobiety w burkach itp. Jak z tego świata dostali się do cywilizacji (Włochy to chyba nadal punkt przerzutowy dla imigrantów na pontonach) - kutas wygrał z mózgiem i zdrowym rozsądkiem. Do tego trzeba dodać, że w ich krajach kobieta ogólnie ma gówno do gadania... I mamy gwałty w Europie...


Następnym rodzajem gwałtu, na jaki wpadłem są takie akty codzienne. Możesz mi wierzyć lub nie, ale co piąta kobieta doświadczyła tej przemocy ze swoim partnerem/swoim byłym partnerem... Szok jak dla mnie.
Jeżeli partnerka mówi, że nie ma ochoty lub nie może „bo nie"... Uszanuj to idioto, bo właśnie doprowadziłeś do gwałtu na niej.
Stwierdzisz czytelniku, że „Po ślubie nie ma czegoś takiego". Ok... Spytaj się pierwszego lepszego prawnika lub zajrzyj do kodeksu karnego.
Co piąta kobieta była zgwałcona a lekko ponad połowa tych kobiet... Doznała tej atrakcji we własnym domu... To nie są takie fajne liczby. Nie szanuję osób, które tego dokonały. Jestem stanowczo na „Nie” przy gwałtach, a sprawcom najchętniej bym wstrzyknął cyjanowodór w żyłę na chuju...


Nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł kogoś, kto mi opowie o tej przemocy dokonanej na własnej osobie. Oczywiście pozwól, że zachowam jej pełną anonimowość... Z racji tematu.
Przedstawiam Ci opis wydarzenia od jednej z czytelniczek.
Jako czternastolatka wracała do domu z rozpoczęcia roku szkolnego. Ubrana w sukienkę, balerinki, włosy spięte w kucyk. To tego dnia stało się to o czym nawet nie chciała nigdy myśleć. Trzech facetów wciągnęło ją do auta. Nie chciała, błagała, żeby zostawili ja w spokoju. Na marne. Zawieźli do piwnicy i tam gwałcili na zmianę, po czym puścili wolno mówiąc, że jak pisanie komuś, choć słowo zrobią to znowu. Nie widziała ich twarzy... Nie wiedziała jak ma sobie z tym poradzić. Wróciła do domu, płakała. Rodzice pytali co się stało za każdym razem znajdowała wymówkę. Ciągle miała w głowie ich słowa. Nie chciała znowu tego przechodzić. Gdy chodziła do szkoły to żyła w strachu, że każdy samochód, który przy niej zwalnia to właśnie ONI. Nie wytrzymała próbowała się zabić, ale wiedziała, że nie może zrobić tego rodzicom, bo oni by tego nie wytrzymali. Wpadła w złe towarzystwo narkotyki alkohol i tak do 18, kiedy wszystko w niej pękło i wykrzyczała to rodzicom prosto w twarz, gdy wróciła do domu pod wpływem alkoholu. Na drugi dzień znalazła się na komisariacie, żeby złożyć zeznania. Na marne — sprawa umożona — brak dowodów, śladów. Psycholodzy, terapie wszystko pomogło stanąć na nogi. Teraz Po 11 latach ma odwagę o tym mówić głośno. - „Jestem ofiarą gwałtu. Potrafię kochać, dać miłość mężowi i swoim dzieciom. To oni zmienili moje życie na lepsze. Mieszkam z dala od tego miasteczka i cieszę się z tego powodu. Tu mnie nie znajdą, a do rodziców jeżdżę tylko w weekendy. Niekiedy przychodzi strach, szczególnie w nocy, ale wtedy budzę się i patrzę na męża i dzieci. To mnie uspokaja". Historia prawdziwa z mojego życia. Jesteś ofiarą gwałtu? Nie zwlekaj informuj policję bliskich, bo będziesz żyła w strachu przez dużo czasu. Pamiętaj, że kobiety mamy swoje prawa, które często są olewane.


Nic dodać, nic ująć... Akt gwałtu połączony z pedofilią. Polskie prawo rzeczywiście jest tak pojebane, że większość spraw jest zamknięta, zanim się na dobre zaczną. Jedyne co mi pozostaje życzyć sprawcom... To karmy. To taka wredna suka co zawsze wraca.



Sprawnie postaram się przejść do kolejnej kwestii, a mianowicie do gwałtów na tle pracy czy zajmowanego stanowiska.
Afera dookoła Polańskiego czy ostatnia w Hollywood. Jest to jak dla mnie kontrowersyjne.
Nie byłem świadkiem tych zdarzeń, jednak troszkę znam mechanikę. Wielu celebrytów, jakich znam otwarcie mówi, że: „Dupy same pchają mi się do łóżka".
I stawiam swoją wypłatę, że tak jest.
Masz pieniądze i władze- Masz towary luksusowe w tym świecie.
Na pewno jest ułamek kobiet, które myślą, że przez łóżko coś wskórają... Tak samo, jak i mężczyzn (znam takowych). Jeżeli nie wyszło tak... Zróbmy mu piekło. A niech ma za swoje, że nie załatwił pracy, stanowiska czy obsady w filmie.
Oczywiście z drugiej strony są i naiwne persony, które ulegają urokowi chwili... I dopiero po czasie uświadamiają sobie, że ulegli charyzmie danej osoby i zostały zgwałcone. Nie bronię tutaj nikogo, jak i nie oceniam. Jednak samo podejrzenie tej zbrodni jest dla mnie dostatecznym dowodem, aby danej osobie nie ufać a tym bardziej, aby jej unikać w celu niezrobienia jej krzywdy.


Nie wiem, czy to ważne, jednak faceci też mogą być zgwałceni. Ten z górnego obrazka akurat butelką...
Jednak chciałem Ci przedstawić obraz jak to wygląda u nas w Polsce. Znaczna większość gwałtów na kolesiach jest dokonywana... W więzieniach.
Niestety (choć ja tam jestem za takim traktowaniem skazanych), jeżeli trafisz za kratki oskarżony o gwałt bądź pedofilię. Kończysz zazwyczaj tak jak ten z góry. Fikcją jest to, że są oni jakoś specjalnie chronieni- trzeba mieć układy, aby to sobie załatwić. Większość przestępców z tego sortu sama sobie odbiera życie... I gitara jak dla mnie. Wracam tutaj do tematu karmy...

Na sam koniec skromnie się przyznam, że niegdyś zapobiegłem tego typu zdarzeniu. Miałem przez to dość przechlapane i kiedyś o tym na blogu wspominałem...Jednak teraz przedstawię pełen opis zdarzenia.

Mając siedemnaście lat mieliśmy ze znajomymi zwyczaj stawiania obozów namiotowych niedaleko naszych bloków. Taka frajda w wakacje, aby móc spokojnie pić, podkradać ciepłe bułki nad ranem z pobliskiej piekarni itp.
Byłem osobą, która w dużej mierze organizowała alkohol... No biegało się po spirytus co ja będę ukrywać. Pewnego dnia wraz ze znajomym poszliśmy po ten boski trunek, aby później „zabawić się” z naszymi nowo poznanymi koleżankami. Zostawiliśmy więc za sobą kilka namiotów, paru znajomych i te dziewczyny za sobą, aby szybko obrócić drogę wracając z alkoholem.
Po jakiejś godzinie jak wracaliśmy podbiegł do nas jeden z zostawionych z hasłem „Wysy tam w namiocie jest ktoś i chce się dobrać do (nazwijmy ją panią X) X". Długo nie myśląc spytałem się gdzie jest reszta... Na co jeden „mężczyzna” zza drzewa się wychylił i pokazał mi ręką, że tu... Reszta zwiała. Dałem więc znajomemu, z którym szedłem spiryt i pobiegłem do namiotu, który się dość mocno ruszał, a X w. nim krzyczała „pomocy”, „ratunku” itp.
Zawsze chyba słynąłem z odwagi graniczącej z głupotą. Kątem oka dostrzegłem auto z kimś w środku, ale nie przejmując się krzyczałem „Wypierdalaj- to moja dziewczyna"... Laski niemal nie znałem. Jak w końcu dobiegłem i kopnąłem w coś, co było wielką bryłą w środku wyszedł z niego koleś z trzy razy większy i z jakieś dziesięć lat starszy niż ja. Wszystko było dobrze przy bójce do czasu jak się wywróciłem o linkę od namiotu... No troszkę zabolało. Na szczęście moje z samochodu przybiegł mój dalszy znajomy, który odciągnął tę szafę od leżącego mnie i mnie przepraszał za całą sytuację z hasłem „Ja nie wiedziałem". Bóg jeden wie jak bym skończył...
Suma sumaru koleś odpuścił tej dziewczynie i wrócił do samochodu.
Jednak całość nie kończy się tak różowo, jak myślisz... Ta X od tamtej pory targała się na życie i miała dość mocne problemy z psychiką mimo tego, że w sumie nic się nie stało. Tego samego wieczora osobiście ją oderwałem od skraju kładki nad kanałem... Bo chciała skoczyć. Nie wiem jednak jak skończyła, gdyż po 2 dniach w naszej okolicy wróciła do swojego miasta i od tamtej pory nie znam nikogo kto ma z nią kontakt.


Podsumowując: Nie tylko nie gwałć, ale i staraj się temu zapobiegać. Wyobraź sobie, że to ktoś z twojej rodziny może być następny... Reaguj. To powinno dać Ci do myślenia.

Mam nadzieję, że jakoś nakierowałem Cię jak ja widzę ten temat.

Liczę na to, że dasz mi kolejny pod wpisem, gdyż następny, jaki mam zadany dotyczy świąt.
Spodobał się post? Zostań ze mną...
Masz trudny/łatwy temat? Napisz.
Skomentuj co o sprawach gwałtu ty myślisz- Ja chętnie poczytam twoje zdanie.


Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij






niedziela, 18 listopada 2018

Podsumowanie Aukcji dla Non Licet... oraz moje spostrzeżenia



Jak już dobrze wiecie prowadziłem aukcję dla tej Fundacji.
Oczywiście dziękuję wszystkim za pomoc, wsparcie, przedmioty oraz serce.
Czego człowiek nie zrobi dla bliźniego...
...I tutaj zaczynają się schody...


Po pierwsze.
Zasięg akcji...
Na moim Fanpage'u posty odnośnie licytacji dotarły łącznie do 47790 osób! Jest sporo osób, które to widziały...
Te osoby zareagowały na wpisy następująco:
Udostępnienia bezpośrednie z mojej strony- 81! a pamiętajmy, że każde udostępnienie to kolejni ludzie, którzy to widzą...
Reakcje na posty były w liczbie 166... Dzięki wam miałem sens to robić...
Do tego dochodzi kolejne kilka tysięcy wyświetleń z samego bloga. Sztosik... Nigdy nie przypuszczałem, że moje bazgroły dojdą do takiego poziomu. Łza mi się ciśnie do oczu.

Po drugie.
Kwota zabrana...
I właśnie z tego powodu ciśnie mi się ta łza. Mimo takiego zasięgu akcji, aukcji i tej otoczki... na licytacji zebraliśmy 141 zł... Żenada.
Starałem się jakoś dojść do wniosku dlaczego.
I tak oto nasunęła mi się myśl, że nie ważne jak wielkie będzie serce ludzi... Oni i tak wolą nie pomagać przy tego typu rzeczach.
Miałem przy tej okazji kilka zdań typu "Nie dasz rady" czy "Nie pomogę w czymś, czemu nie ufam". Rozumiem. Raz- Ja jestem jaki jestem. Dwa- ludzie zazwyczaj nie ufają czemuś czego nie widzą. Wyjątkiem chyba jest Bóg. Choć mniej realny jak ja i bardziej zaborczy (powodzie itp) to go prędzej obdarzycie dyszką... czy dwoma...
Taka natura i z tym nie wygram (a i Bogiem nigdy nie chciałem być).

Podsumowując... w aukcjach brały udział łącznie 53 osoby... Co daje nam ułamek zasięgu. Ciekaw jestem ilu z was omija tego typu problemy codziennego dnia. Nie mnie oceniać. 

Do rzeczy. Jacy jesteśmy- sami wiemy. Postanowiłem to zrobić po swojemu. 
Pamiętając, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna... Dorzucam od siebie 
(Mi jak i wam nic z nieba nie spada... A tym bardziej pieniądze) 200zł. Może to nie wiele... Choć sam dam więcej jak około 50 tysięcy ludzi...
Dodatkowo właścicielka restauracji, która brała udział w tej licytacji od siebie dodaje kolejne 100 zł.
Jak to powiedziała: "Jak już biorę w tym udział to chcę także pomóc". Dziękuję Iza. W takich ludziach jest nadzieja.
Tym oto sposobem... Kończę z tym tematem. Mam nadzieję, że choć jednej osobie dało to do myślenia.
Chciałem koniecznie na koniec podziękować wszystkim jeszcze raz za serce jakie włożyliście w tą pracę. Nie raz było ciężko i nie raz coś się nie zgadzało. Głównymi egzekutorkami pomocy były tutaj dwie osoby: 
Moja siostra- Asiu zrobiłaś kawał dobrej roboty...i gratuluję wygrania płyty.
Krakowska wiedźma... Ile Ty od siebie dałaś w ten projekt... Tylko ja wiem i tak zostanie. Masz serce większe jak Ci się zdaje.

Zapraszam was do podawania mi nowych tematów do wpisów. Ostatni jaki mam w zanadrzu rusza niebawem. Komentarz pod tym wpisem z kolejnym i mam co robić. To nie gryzie.


Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij


niedziela, 11 listopada 2018

Dojrzewanie i Nastolatkowie


Dojrzewanie i Nastolatkowie


Ciesze się, że w końcu mam sposobność napisania czegoś poza aukcjami, fundacjami i takimi tam. 
W sumie dość fajnie to wszystko wyszło... Dzięki wam oczywiście- Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.

Dojrzewanie i Nastolatkowie to w sumie dwa różne tematy dlatego postanowiłem je podzielić. Po pierwsze na te dwa tematy po drugie na kiedyś/dziś... Jak widzisz po pierwszym zdjęciu możesz się domyślać co tak naprawdę chodzi mi po głowie.

Dojrzewanie.. Kiedy dojrzewamy? W sumie na logikę dojrzewamy w paru aspektach. Na pewno jedną formą tego jest rozwój naszych ciał. Z dziecka przechodzimy w formę bardziej kształtną... Formują się mięśnie, normuje się wzrost... Rośnie to i owo... Jednak czy będąc już rozwiniętym fizycznie jesteśmy dojrzali? Oj nie. Każdy z nas zna przypadki, które potwierdzają tezę, że nie wystarczy być dużym aby być dojrzałym. 
Psychika... To jest ten element, który każdy z nas przechodził w drodze do dorosłości. 
Przez drogi naszego życia musiało się wiele stać abyśmy dojrzali do pewnych decyzji, zachowań, zasad czy postanowień.
Kiedy dojrzałem fizycznie? Nie mam pojęcia. Stawiam, że zmężniało mi się koło 16 roku życia jak już czynnie pracowałem tu i ówdzie. A psychicznie? 
Może w chwili kiedy ojciec znalazł lepszy model? 
Może kiedy postanowiłem wspomóc matkę i właśnie dorabiać na każdym kroku? 
A może w chwili, kiedy zobaczyłem pierwszą śmierć na własne oczy? 
Nie wiem. Samemu jest to naprawdę ciężko stwierdzić. 
Równie dobrze może ktoś stwierdzić, że do tej pory tego nie zrobiłem... 
Nie dojrzałem bo idę pod prąd. 
0,7 whisky dla tej osoby, która mi udowodni, iż w tej ścieżce nie jest ważną rolą dojrzewanie seksualne. Świadomość swojego ciała, swoich potrzeb czy ciekawość drugiej płci. Swoją drogą to akurat mnie kręciło od kiedy pamiętam...
Szybka anegdota. 
W wieku 12 lat dostałem sromotny wpierdziel od licealistek, kiedy pod koniec kwietnia siadaliśmy z znajomym na schodach i jak przechodziły w spódniczkach zaglądaliśmy co tam mają. 
Teraz już wiem (aby nie było, że się chwalę czy coś- domyślam się)...
Dzieci w tych czasach chyba jednak przechodzą pewne dojrzewania szybciej, a na drugie znacznie dłużej czekają. Technologie, wzrost gospodarczy, koniunktura rynku czy ustawienie Neptuna względem Saturna... Nie wiem co ma na to wpływ...Może wszystko po trochu? O wiele więcej wiem na temat nastolatków.

Nastolatkowie kiedyś oraz dziś.
Po pierwsze nastolatkowie jak sama nazwa mówi... Osoby w wieku od jedeNAŚCIE do dziewiętNAŚCIE. 
Początkowy etap "bycia nastolatkiem"... Wiek około jedenastu lat.
Muszę się teraz skupić, ale z tego co pamiętam ja w tym wieku byłem pod ostrzałem dwóch rzeczy.
Pierwszą było przedmieście średniego miasta, gdzie jeździłem do babci. 
Nigdy nie zapomnę dziadka roweru "Kozy"...
Rower ten był symbolem pozdzieranych kolan, podartych spodni i oczywiście żużlu w zębach.
Głównym celem mojej nauki jazdy na nim były wizyty w skupie butelek, za które otrzymywałem parę groszy... które szły na cele pitne (wtedy oranżady), oraz chrupki kukurydziane (takie z króliczkiem- nazwy nie pamiętam).
Obecnie jakbym dziecku w wieku jedenastu lat dał taki rower (o la boga...przed komunią). Prawdopodobnie by mnie wyśmiało... Bądź wylądowało w szpitalu. Kalectwo ruchowe stopnia pierwszego... 
Da się tym sterować z aplikacji? 
Masakra.
Drugim symbolem tamtego okresu był oczywiście nie kto inny jak on... koń z skrzydłami...
No może nie latał... Ale hasło "Pożycz kartridża z Mario" wypowiadałem średnio raz na tydzień (bo więcej czasu na to nikt nie posiadał). Chwilkę wcześniej posiadałem Commodore 64 (Jezu o czym ten Włóczykij pisze)... Kto pamięta jak się w nim kasety nastrajało?
Teraz Dzieci niestety pewnie by umiały to obsłużyć... Jednak była by to zabawka na kilka chwil z racji dennej grafiki i małej frajdy dla nich jak na te czasy. Wiem o czym piszę, bo chrześniakowi dałem PlayStation2 i wygląda to podobnie...
Przeplatanką wieku od 11-stu do 13-stu lat były także wypady "na podwórko".
Trzepak...
Nie wiem jak wy... Ja na nim spędzałem średnio z 10 godzin w tygodniu... Doskonaląc wspinaczkę, wymyki i odmyki... Zdobywając fame na placu.
Najgorsze zawsze było to, iż czasem rzeczywiście ktoś tam dywan trzepał i trzeba było zejść... ehh...
Teraz dzieciaki raz... nie wejdą na niego (wspomniane upośledzenie ruchowe), a dwa- trzepaków już nie ma niemal...Smutne.
Po co się tam trenowało? Hah. W dzieciństwie ganialiśmy się po parku, oraz wspinaliśmy na drzewa (szaleństwo czyż nie?).
Nastolatkowi teraz dajcie w takim wieku drzewa i karzcie się wspiąć. Poproszę o zdjęcia na fanpage jeżeli któreś tego dokona.
 Jakoś w okolicach trzynastego roku życia częściej bawiliśmy się w podchody niż w domu klockami, żołnierzykami czy czymkolwiek innym.
Oczywiście nikt nie grał nigdy uczciwie... Ale co zrobić?
Parę razy się gubiliśmy... Parę razy ktoś dostał od rodziców parę klapsów za brud czy podarte ubranie... Warto było.
Teraz ta zabawa umarła śmiercią naturalną. Google Maps działa prawie wszędzie: i tak, i tak się znajdą.

Następny etap(jak dla mnie) był o wiele bardziej owocny w przeżycia. Mowa tutaj o między innymi pierwszych wagarach
Gdzie z lekcji się uciekało całą klasą.
Wszystko było na zasadzie "Podobno będzie pytał/a", lub "Ładna pogoda dziś".
Czytasz i się śmiejesz? Witam w rodzinie ludzi, którzy mieli naprawdę zajebiste dzieciństwo. 
W tamtych czasach jak już bywałem w szkole (wbrew pozorom miałem wzorowe oceny... Jednak zawsze zachowanie najgorsze możliwe)... Rozkręcałem z kolegą ławki... Klucz 13 (najlepiej dwa) i do przodu. Prowadziliśmy rankingi dzienne oraz tygodniowe kto więcej rozkręcił śrub, po czym je "oddawaliśmy" szkole.
Oddawanie polegało oczywiście na podrzuceniu je niedaleko pokoiku woźnego, który mnie chyba do tej pory pamięta... Ale o tym może kiedy indziej.
Chyba jedna z niewielu rzeczy, które się nie zmieniły. Tylko my chodząc na wagary albo bywaliśmy w parku czy nad Wisłą... Albo po prostu graliśmy w piłkę
Bramki z plecaków, lato czy zima. Zasady były niezmienne. gruby na bramkę, losowanie drużyn na "tip-topy" i takie tam uznawane teraz za dyskryminujące młodzież. 
Także jeżeli zobaczysz takie coś... Daj zdjęcie na fanpage. Może w tych dzieciach jest nadzieja jeszcze.
Kolejnym etapem, który chyba jest mi najbliższy sercu to moment po 14-tym roku życia, kiedy to zaczynałem palić pierwsze papierosy (kariera lekkoatletyczna poszła w pizdu), oraz kiedy to zaczynałem popijać pierwsze cytrynówki w parku.
Pierwszego papierosa zapaliłem przez kolegę z klasy (cztery lata oblał skubany)... Na ból zęba.
Potem się już coraz częściej paliło... Aż kupiłem pierwsze papierosy "Sobieskie czerwone".
Natomiast kiedy pierwszy raz posmakowałem alkoholu? Nie nie było to piwo tylko własnie "Cytrynówka" w szklanej, pękatej, litrowej butelce... Z domieszką podrobionej Coca-Coli.
Oj jak to smakowało (brzmi jakbym był alkoholikiem na głodzie, ale kto pamięta ten smak, wie o czym właśnie piszę).
Takie znaczki widywaliśmy wszyscy. I jak mi wiadomo są one do teraz.
Jednak zawsze w dzielnicy znalazł się ktoś starszy. Może nawet sam sprzedawca udawał, że masz osiemnaście lat... Mimo iż nadal miałeś/aś mleko pod nosem?
No Dobra... Nastolatkowie palą (choć to teraz nie jest w modzie) nadal, oraz tak samo wielce piją. Zgodzę się. Tylko my za ich czasów (ja i kilku znajomych) bywaliśmy na tak zwanych "domówkach" w których robiliśmy to nawet po dwa tygodnie...
Zdjęcie mocno poglądowe (bo są tam ludzie za trzeźwi)... 
Tylko nieliczni doświadczyli eskorty policji po poszukiwaniach do domu... Oczywiście nie bywałem trzeźwy jak mnie znajdywali. Jakby nie było nie stoczyłem się (chyba).
Głównym powodem dla którego było u mnie inaczej była decyzja, że w wieku 18-tu lat postanowiłem na stałe pomagać matce w utrzymaniu domu i naszej rodziny. Zastępując Ojca (zarówno sobie jak i mojej siostrze) stałem się mniej więcej tym kim jestem teraz... Z drobną przerwą w życiorysie, kiedy to "podróżowałem"... O tym nigdy nie napiszę z racji tego, iż po prostu nie mogę. Jednak do rzeczy. Moje "-naście" własnie skończyło się na zaprzestaniu edukacji (miałem być psychologiem czy kuratorem), a zacząłem być uczniem na budowach przy działach monterskich. Teraz tej decyzji nie żałuję. Kiedyś może i miałem o to żal... Lecz wiem, jak wiele dla nas znaczyła ta decyzja.
Teraz młodzież nie docenia tego co ma.
Nie docenia tego co robią dla niej rodzice.
Nie szanuje innych ludzi.
Gdzie ten świat kurwa zabłądził? 
Dlaczego ostatnie pokolenie dzieci wychowanych bez telefonów i całej tej jebanej elektroniki dookoła nie potrafi wpoić swoim podopiecznym tych zasad?
Dlaczego? nie znam na to odpowiedzi, bo sam nie jestem jakiś idealny czy coś. Jednak mnie to zastanawia niemal każdego dnia widząc to w którą stronę to idzie.
Może choć w przypadku nastoletnich chłopców trzeba zrobić im na koniec zimny prysznic?
Hasło wpisu:
"Chcę aby wróciła obowiązkowa służba wojskowa"


Dziękuję, że dotrwałeś do końca wpisu. Mam nadzieję, że w którymś miejscu się odnalazłaś/eś. Daj mi znać w którym w komentarzu. Tak samo jak już rytualnie proszę o nowy temat do opisania- Wpisz go na dole pod tym postem. Na 100% napiszę o tym co sądzę.

Zapraszam Cię do polubienia bloga i/lub mojego fanpage'a na Facebooku aby być na bieżąco (stawiam, że nadal nie było tego "klik" lub "lubię to!").

ps. Przy okazji. zbieram pocztówki dla ośmioletniego dziecka, które prosił własnie o nie Mikołaja...
Masz taką możliwość? Sprawdź fejsika.

Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij





niedziela, 28 października 2018

Licytacja Charytatywna Dla Non Licet

AUKCJA CHARYTATYWNA


Zapowiadana aukcja na rzecz


Dziękuję wszystkim darczyńcom za pomoc w organizacji aukcji.
Oczywiście jestem nadal otwarty na kolejne datki dla tej fundacji.
Z przyczyn technicznych nie mogłem wystawić przedmiotów na wielu platformach stąd Licytacje są tylko i wyłącznie na portalu Allegro.
Post ten będzie postem zbiorczym, aby każdy mógł wybrać sobie dany przedmiot, który być może chce zalicytować.
Zapraszam was do walki o pierwsze 10 przedmiotów/usług.


1. Musiel/Emce- Sam To Nazwij wraz z autografami
Musiel/Emce- Sam to nazwij

2.Plakat Dariusza Michalczewskiego (2005 rok) wraz z autografem

Dariusz Michalczewski

3.Bransoletki 7 czakr od Magicznych Kamieni
Bransoletka 7 czakr
4.Romantyczna kolacja w Bydgoskiej Pizzerii Al Forno
Al Forno

5.Beat/Mastering/Miks utworu od Alan Beats Studio
ABS
6.Zestaw Ręcznie Robionych Świeczników (miejsce pochodzenia- Lanzarotte)
Świecznik

 7. 2 Filiżanki z limitowanej edycji Królowej Izabelli
Królowa Izabella-Edycja limitowana

8.Futro
Futerko
 9. Obraz malowany sprayem
spray painting

10. Stroiciel Grzebieni Krzysztofa Niedźwiedzkiego wraz z... specjalnymi autografami
Stroiciel Grzebieni


Jest to pierwsze dziesięć przedmiotów oraz usług jakie otrzymałem. 
W miarę rozwijania się akcji będę dodawał kolejne (już są kolejne w przygotowaniu).


Mam skromną nadzieję, że uzbieramy na tyle pieniędzy, aby nie było mi wstyd ich wręczyć fundacji z czego oczywiście też zdam relację przy podsumowaniu akcji. 
Niech moc będzie z wami 
(zarówno licytującymi jak i z samymi osobami, które przekazały datki).

Powodzenia w licytacjach... 10 dni prawdy