poniedziałek, 10 września 2018

Moje życie nie ma sensu

Moje życie nie ma sensu

Dziękuję Ci za temat
PasIdéal


Przyznam nie jest łatwy.

Stwierdzenie, że jakieś życie nie ma sensu jest tak błędne jak przekonanie, iż skoczenie nago w ławicę piranii skończy się bez szwanku.
Na sam początek wezmę na celownik pierwsze co mi przyszło na myśl. Religia.
Jest statystycznie wysokie prawdopodobieństwo, że jesteś wierzący... mniej lub bardziej, ale wierzący. 
Możesz być praktykujący, nie praktykujący... Żarliwy, gorliwy czy jakikolwiek... Jednak stawiam, że wierzysz w jakiegoś Boga, Bogów  bądź Światowida... W każdym spisie wierzeń bez wyjątku( a mimo iż jestem ateistą przeczytałem niemal wszystko) jest wzmianka o wartości każdego życia. Biblia...Hiob... ten doświadczony przez Boga nieszczęściami... Tam z tego co pamiętam Szatan go namówił...
Historia jego dowodzi, że czasem Bóg każe cierpieć ludziom niewinnym. Mimo tego należy zachować ufność w Bogu, który opiekuje się wszystkimi ludźmi na świecie i daje im łaskę. 
Lećmy dalej.
Koran... mimo iż jest to dość ciężki spis doczytałem się, że jeżeli człowiek postępuje dobrze( czyli jak mniemam zgodnie z wiarą) to jego życie jest cenne... Jednak, gdy postępuje źle to jego życie także jest cenne dla Stwórcy. Wtedy On może okazać łaskę, a jeżeli jej nie udzieli da mu drugą szansę. Tak w skrócie. 
Nawet pierwsze wierzenia naszych przodków- Słowian mówią o wartości życia. Sprawdź jeżeli nie wierzysz, ale było Drzewo Życia( chyba miało jeszcze kilka innych nazw), które Zrodziło pierwszych Słowian. Jednak było dodane, że wszystko co spłodziło to drzewo a także owoce owoców jego jest święte i ma najwyższą wartość... Dlatego dopiero później się tłukli o władze między sobą... bo pierw wierzyli w to( niemal pewny jestem, że języki im się pomieszały i się nie rozumieli stąd myśleli, że ten Słowian to nie Słowian).
Drugim przykładem takim ogólnym jaki podam jest oczywiście przyroda. Powiedz mi dlaczego każde zwierze jest potrzebne? Nawet ten pająk co Ci w kącie siedzi bądź siedział jest potrzebny. Jakby nie było pająków to życzę powodzenia z komarami i całą resztą ssąco-gryzących fruwajek. Ekosystem... To on ukształtował nam to co mamy aktualnie. Jakiś łańcuch pokarmowy, który działa i każde zwierze jest w nim potrzebne. Niestety co było słabe, bądź się nie przystosowało... Wymarło. A my- ludzie nadal w nim jesteśmy. Daje do myślenia co nie?
Oczywiście znam osoby, które tak myślą. Nie jestem w stanie zbytnio tego zmienić... Niestety. Mam od lat dobrego znajomego. Lekko ponad cztery lata temu uległ wypadkowi. Na chwilę obecną jest sparaliżowany od tułowia w dół. Sporo czasu mijało jak mi powtarzał, że jego życie nie ma sensu. Dopiero w zeszłym roku powiedział mi, że był idiotą( oczywiście przytaknąłem). Co się stało spytasz? Otóż otworzył fundację na rzecz ludzi takich jak on. Sam wiedział najlepiej z jakimi kosztami się to wiąże. W tej chwili pomaga, motywuje i zachęca do działań inne osoby z paraliżem. Jego życie nabrało sensu... Ma cel.
Drugą taką osobą, którą poznałem jest pewna kobieta. Jak miałem mniej więcej 16 lat poznałem ją pod namiotami. Robiła wiele głupich rzeczy... Oj wiele. Jednak pewnego wieczoru powiedziała mi to magiczne zdanie o sensie. Osobiście ją ściągnąłem z za barierek mostu, objąłem i dodałem, że się myli. Rozpłakała się i powiedziała, że jednak ma sens. Miała rodzinę dla której mogła żyć... Gorszą bądź lepszą, ale miała. Odnalazła sens swojego życia mimo, że już była jedną nogą na jego krańcu. Jeżeli twierdzisz, że Twoje życie nie ma sensu... 
Może jeszcze go nie dostrzegłeś/aś? 
Może twój sens jest gdzieś obok? 
Może jest w Tobie? 
A może po prostu nie chcesz go zauważyć? 
Wydaje się mi, że nawet jeżeli twoje życie dla Ciebie nie ma sensu aktualnie... Ma go dla kogoś innego. Pomyśl o tym. Co będzie jeżeli się poddasz? Jeżeli pewnego dnia postanowisz odejść? Jak będą się czuli inni? Wszystko ma swoje znaczenie. 
Najważniejsze, abyś ten sens znalazł/a sam/a. Bez tego nikt Ci nie pomoże... 
Bo ślepa mowa o tym, że jest tak czy siak nic tutaj nie zmieni. 
Wystarczy chcieć widzieć to inaczej.
Myślę, że temat wyczerpałem. Nie wymyślę niczego tutaj więcej, bo moje zdanie w tym poście jest jednoznaczne.
Mam nadzieję, że choć jedną osobę przekonałem do swojego poglądu... 
Niemal tak samo jak to, że zostawisz komentarz i/lub zaczniesz mnie śledzić na fb... 
Oczywiście nic na siłę.
Czekam na kolejny temat przez was zadany i jak zwykle...
Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij


                                                              Fanpage Włóczykija na Facebooku

sobota, 8 września 2018

Różnica między zauroczeniem a miłością.



Witam ponownie z nowym wpisem. 
Tym razem jest to pierwszy wpis na "Blogspocie", jednak zasady wrzucania postów wciąż są identyczne. Pisze na temat jaki Ty mi nadasz w komentarzu.
Oczywiście znowu otrzymałem temat miłosny... Jakby inaczej... Dziękuję to bardzo wzruszające i śmieszne, że Ja mam sobie z tym poradzić.
Jednak oczywiście sam temu nie podołam. Poprosiłem ponownie o pomoc inne blogerki, które o dziwo nie zgłaszały sprzeciwów( albo mają za dużo czasu, albo lubią pisać... Ewentualnie ciężko takiemu zgredowi odmówić).
Pierwszą blogerką, która dała mi swoją odpowiedż na owe pytanie była ponownie:



Szanuję tę blogerkę coraz bardziej, bo naprawdę wytrzymuje ze mną te dialogi podczas dogadywania tematów wpisów... 

"Aby ze mną przebywać nie trzeba być walniętym...Wyszkolę"
Wysłała mi swoją mądrą wizję tego pojęcia, którą zachęcam do przeczytania nawet i ze trzy razy aby nic nie umkło.


Zauroczenie często jest mylone z prawdziwą miłością. Często stajemy się jego "ofiarą", twierdząc, że jej nie ma. Jak ją rozróżnić? Myślę, że na to potrzeba czasu. Nie ma miłości bez zauroczenia, ponieważ każda zakochana osoba przechodziła przez ten etap, gdy druga osoba sprawiała, że serce jej biło mocniej, czuła przysłowiowe "motylki w brzuchu" czy drżenie rąk. 

Różnica między zauroczeniem a miłością jest jedna, z pozoru banalna, prosta, jednak w tym przypadku ma ona ogromne znaczenie. Chodzi o czas. Po pewnym okresie czasu zauroczenie znika lub przeradza się w prawdziwą miłość, na to nie ma jednoznacznej reguły. Miłość skupia się na najważniejszych elementach jak wzajemne zrozumienie, szacunek i poczucie bezpieczeństwa. Zauroczeni, zapominamy o całym świecie, nie zdając sobie sprawy jak bardzo źle to może wpłynąć na relacje z osobami wokół nas, w przeciwieństwie do miłości zauroczenie nie jest trwałe, miłość jest bardziej dojrzała i wymaga więcej poświęcenia od obu stron. Jeśli zastanawiasz się, czy to zauroczenie, czy już miłość, wiedz, że marnujesz czas na tego typu przemyślenia, wszystkiego dowiesz się w odpowiednim momencie, więc korzystaj z chwili i z życia.

Dziękuję Ci Lorney. Tekst trafiony w 100%. Współpraca była owocna jak zawsze. Swoją drogą gratuluję Ci nowego wyglądu bloga, na którego zapraszam każdego chętnego.


Oczywiście temat rzeka, ale na szczęście otrzymałem jeszcze jedno zdanie od blogerki, która jednym z swoich wpisów także zyskała moje zaufanie. Którym? Sam zobacz Czytelniku- jest taki, który znajdziesz o życiu. Przedstawiam Ci:




Swoją drogą sprawdź co ma do napisania na ten temat ta osoba...

Każdego dnia zastanawiam się jak to jest. No dobra może nie nawijam myśli o tym 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, całymi dniami, ale zastanawia mnie czy właściwie jest miłość a czym zauroczenie. Wiem, że przez to już przechodziłam. Na widok nie jednego przystojnego faceta odbierało mi dech ale aż tak szybka w zakochiwaniu się nie jestem. Zauroczyłam się kilka razy w swoim 20-letnim życiu ( odjąć jakieś 10 lat gdy byłam dzieckiem). Tak więc czym dla mnie jest zauroczenie? Tak do końca trudno mi to w miarę określić. Na pewno jest to stan emocjonalny. Ukazuje się nagle a to od Ciebie zależy jak długo będzie trwał i czy potem przerodzi się w miłość. Tak po prostu zauroczyć może się każdy ale czy wyjdzie z tego coś więcej różnie z tym bywa. Z doświadczenia wiem, że zauroczenia czasem bywają przelotne. Dzisiaj ktoś coś czuje, jutro jest fajnie a za dwa lub trzy dni odchodzi bez słowa. Potem się nie znamy. Zauroczeniu często towarzyszy chęć bliskości fizycznej. Człowiek aż piekli się by pocałować tą drugą osobę, objąć ją ramieniem, przytulić. Po prostu być bardzo blisko. Wg mnie wiąże się to szczególnie z pewnym pociągiem na pewno trochę na tle seksualnym. Ale mniejsza o to. Każdy jest inny i każdy w inny sposób doznaje zauroczenia. Uważam, że jest to piękne uczucie. Poczuć to coś, te motylki w brzuchu. Fajnie jest też gdy druga osoba czuje to samo. Gorzej gdy tylko my angażujemy się w coś więcej a ktoś twardo stoi w miejscu. Jeszcze gorzej gdy „podajemy serce na srebrnej tacy” a druga osoba kompletnie tego nie docenia. Wtedy to istny koszmar. Ta więc zauroczenie to początek drogi do miłości. Nie zawsze drogi prostej, często krętej, a nawet mieszczącej się tuż nad przepaścią. Ale chyba o prawdziwą miłość warto walczyć? Szczególnie gdy zauroczenie się w nią przeradza. Jeśli obie osoby nie potrafią bez siebie żyć, bez wątpienia można powiedzieć że połączyła je miłość. Czym zatem jest miłość? Nikt nie potrafi do końca odpowiedzieć na to pytanie. To stan umysłu, to uczucie ciepła na sercu. Miłość różni się praktycznie wszystkim od zauroczenia. Ale w sumie nie było by miłości bez zauroczenia. I tu zataczamy koło bo nie było by zauroczenia bez miłości. Miłość i zauroczenie to piękne uczucia, szczególnie wtedy gdy pochodzą z głębi serca. Jeśli tylko jedna osoba się stara prędzej czy później wszystko trafi przysłowiowy „szlag”. Tego chyba każdy z nas się najbardziej obawia. Boimy się poddać swoim emocjom, boimy się je okazywać. W gorszym tego słowa znaczeniu boimy się ufać. My nie ufamy komuś, ten ktoś nie ufa nam. Czytając tysiące książkę o tematyce romantycznej każda ale to każda z nich kończyła się praktycznie happy endem. Ale rozwaliła mnie jedna która niby skończyła się szczęśliwie, ale tylko dla jednej osoby. Ta druga osoba zmarła, bo tak chciała. Choroba ją do tego zmusiła. Mimo to można powiedzieć o miłości bo umarły mężczyzna tak mocno pokochał swoją opiekunkę, że ofiarował jej nie tylko swoje serce ale i cały majątek. Chciał by była szczęśliwa. Mowa o książce „Zanim się pojawiłeś” ang. „Me before You”. Myślę, że większość z Was zna tę książkę i po części rozumie jej przekaz. Bo przecież prawdziwa miłość zwycięża wszystko prawda? Nie bójmy się zauroczyć, a potem zakochać.


Reasumując czym różni się miłość od zauroczenia? Moja odpowiedź brzmi : praktycznie wszystkim. Jednak mają w sobie wspólny cel : połączenia dwóch dusz i dwóch ciał w jedną duszę i w jedno ciało.


„ Amor vincit omnia!”.

Mam nadzieję, że przeczytałeś/aś to uważnie, gdyż ta Kobieta także zasługuje na miano mentorki tym tekstem.


Co ja biedny Włóczykij mogę zatem napisać? W sumie podzielam poniekąd poglądy wyżej cytowanych koleżanek... Ale...

Wcześniej wspominałem o pewnej parze, która jest doskonałym przykładem różnicy miedzy zauroczeniem a miłością( poszukaj sobie jak nie pamiętasz).
Dla mojej skromnej osoby to pytanie jest ogólnie dość śmieszne, gdyż każdy z nas( nawet ja) w swoim życiu się zauroczył... Każdy. I chodzi tutaj głównie o zauroczenie ciałem( ale ciacho, ale sztuka). Nikt przecież na pierwszych widzeniach się nie jest na tyle ogarnięty, aby daną osobę poznać na tyle, aby stwierdzić czy to właśnie ta "Perła". Na to wszystko potrzeba czasu- godzin, dni, miesięcy czasem...
Był i taki etap w moim życiu, gdy myślałem "drugą głową". Nie uważam, aby był jakimś udanym czasem( nic a nic- seks to tylko seks). W tamtym okresie swojego życia uznawałem, że coś takiego jak miłość po prostu nie istnieje. Taki zwykły Gucio co z kwiatka na kwiatek skakał... bo tak wygodniej.
Myślę, że 100% z nas choć raz miało kiedyś taką myśl. Jedna osoba przez zdradę, druga przez złamane serce, a jeszcze inna przez dumanie nad losem świata. 
Jednak na tyle samo procent jestem pewny, że tak samo jak ja tak i ty drogi czytelniku miałeś/aś moment w swojej wędrówce, kiedy to myśl o miłości była ponad zauroczenie. To się czuje...
Na dobrą sprawę jeżeli dostrzegasz w swojej drugiej połówce same ideały... Tak zauroczyłeś się(  nic straconego), jednak  nadal masz szansę na poznanie miłości bądź też zaznanie tej prawdziwej.
Zaś jeżeli w drugiej połówce widzisz w chuj wad... Ale nadal przy niej jesteś i chcesz przy niej być... Walnęła Cię miłość niczym lekarz dający klapsa noworodkowi.
Znam pewną parę, która już za czasów liceum razem była. Chodzili ze sobą, bawili się razem na imprezach... powiesz pewnie " O kurde...  Jak nic miłość". Nic bardziej mylnego. To uczucie znikło dwa tygodnie po tym jak naprawdę się poznali... Na pierwszych wspólnych wakacjach, które razem spędzili. Gdy tylko jeden problem( organizacyjny bądź życiowy) zaczął gonić drugi. Oni po prostu byli zauroczeni sobą, bo miłość takie coś przetrwa. Niestety jest trochę prawdy w tym, że jeżeli jesteś zauroczony to widzisz u drugiej osoby patrząc w oczy zajebistą tęczówkę, długie, boskie rzęsy i iskrę zaciekawienia. Ale tylko jak jesteś zakochany widzisz w tych oczach także odpowiedź na pytanie "Dlaczego ta osoba jest taką jaką jest".
Spotkałem się z stwierdzeniem, że zauroczenie to miłość w powijakach. Też nie do końca...
Nie każde zauroczenie przeradza się w miłość... Ale każda miłość była kiedyś zauroczeniem.
Więcej... Moim zdaniem tylko raz dochodzi w życiu do tej zmiany. Bo prawdziwa miłość występuje tylko raz. Jest to to uczucie, które było nad wszystkim w relacjach między Tobą a drugą osobą w Twoim, moim czy innych życiu. Nie uda Ci się znaleźć drugiej "Perełki"... A nawet jeżeli ją znajdziesz to będzie mniej wartościowa od tej pierwszej.

Najważniejsze moim zdaniem to nie dać się zwariować. Nie szalej za kimś kogo nie znasz... Za kimś, kto może sprawić Ci zawód. Ta osoba w dupie ma twoje uczucia... Myślisz, że się zakochałeś, a to tylko zauroczenie, które z czasem minie... 

Z czasem zapomnisz. Odczekaj, odsapnij... Szukaj nadal.
Z drugiej strony masz wielki problem jeżeli to jest Twoja miłość życia, a ona po prostu z tego czy innego powodu Cię olewa. Rodzą się w głowie dziwne pomysły, które mogą spowodować katastrofę... Dla Ciebie, bliskich... Nie przejmuj się... Walcz bądź się poddaj. 
Taka jest własnie różnica między jednym a drugim uczuciem.


Mam nadzieję, że któreś wytłumaczenie z naszych trzech nakierowało Cię na odpowiedź. Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że mogliśmy choć jednej osobie pomóc zrozumieć... A jeżeli jest tych osób więcej... To tym bardziej. 

Czasem pisanie tekstu przez nas na laptopach czy w notatnikach
( pozdrawiam piszącą w notatniku) 
daje odbiorcą coś więcej niż tylko puste słowa... 
Każda z osób, które piszą na tym blogu zarówno gościnnie jak i ja... Robią to szczerze... I mamy nadzieję, że pomagamy...

Z tego miejsca zapraszam was do komentowania( czekam na nowy temat jaki mi nadacie), udostępniania oraz odwiedzania naszych fanpage'ów.


Pozdrawiamy

Iwetta
            Lorney
                         Szyderca Włóczykij


Fanpage Iwetty

                           Fanpage Lorney
                                                       Fanpage Włóczykija

Prawdziwa Miłość


Post dość wyjątkowy...

Przedstawimy Ci tutaj różne zdania odnośnie tego tematu( tak przedstawimy). Zaprosiłem do współpracy nad tym tematem pewną blogerkę, gdyż zdanie jednej osoby może tutaj nie wystarczyć, a kilka wizji tego pojęcia jest wskazane.
​Przedstawiam Ci :


                                                                             LORNEY

                                                        A oto jej wizja prawdziwej miłości:
Prawdziwa miłość daje poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, wsparcia, szacunku dla ukochanej osoby, ale i przede wszystkim szczerości. 
Zasmakowali ją nieliczni.
Ci, którzy ją mylą z przelotnym zauroczeniem twierdzą, że jej nie ma. Odpychają ją, przestając szukać. To błąd. Tylko Ci, którzy doznali ją naprawdę są w stanie poznać jej "moc". W niej liczy się relacja, wspólnie spędzone chwile oraz budowanie wspomnień.
Myślę, że każdy widzi ją z innej perspektywy.
​Ważne jest, by pamiętać, że prawdziwa miłość sama w sobie nie zadaje cierpienia ani osobom w związku, ani osobom wokół nich. Jest ona wyjątkowym uczuciem, która przychodzi z czasem. Nie warto szukać jej na siłę, ponieważ przychodzi niespodziewanie.
Osobiście uważam, że miłość, która opiera się na przyjaźni nie przetrwa. Każdy związek ma w sobie "coś" co łączy daną parę. Może być to mała rzecz, z pozoru nie istotna, jednak to podtrzymuje relację miedzy dwoma osobami.
Z tego miejsca chciałem jej serdecznie podziękować za owocną współpracę oraz wytrzymanie ze mną przez ten czas na komunikatorze. 
Powinienem teraz dodać tutaj coś od siebie...
Szczerze mówiąc zaskoczył mnie ten temat na tyle, że potrzebowałem sporo czasu aby przemyśleć jak to ująć.
Miłość. Czym to tak naprawdę jest?
Dla jednych to uczucie kojarzy się z daną osobą, dla drugich jest to coś czym darzy dobra wkoło.
Tak. Można kochać nie wiem... zwierzęta, rośliny, sport...czy pieniądze.
Jednak nie zawsze jest to według mnie prawdziwa miłość.
Siedzę aktualnie na kanapie z laptopem przy sobie i szklanką whisky obok i się zastanawiam od czego zacząć.
W sumie znam niejedną osobę,
które mi udowodniły czym ona nie jest. 
W sumie znam wiele osób,
które mi pokazały, że ich poczucie prawdziwej miłości jest jak najbardziej akceptowalne jako definicja tego zjawiska.
Tak samo sam mam na ten temat dość specyficzne patrzenie...
Zacznę od pierwszej grupy ludzi...
Będzie mi po prostu najprościej.
Znam pewną kobietę, która darzy ogromnym uczuciem mojego znajomego. Jest ona naprawdę mocno zaangażowana w ten związek i z całych sił
kocha swojego Alvarę...
Niestety ma też drugą słabość.
Chodzi do klubów dla singli.
Czy można kochać, być kochanym a jednocześnie
robić takie rzeczy?
Zostawię to do twojej oceny drogi czytelniku. Osobiście nie pojmuję jak można tak traktować swoją drugą połówkę, której się powtarza słowo
"Kocham" kilka razy dziennie.
Kilka słów ma większą wartość niż diamenty które są wieczne... ale te słowa muszą być kurwa z głębi serca. 
Drugą osobą, którą postaram się tutaj wkleić w temat jest dawny mój przyjaciel. Dlaczego dawny spytasz? Wolę mieć garść prawdziwych jak otaczać się tymi fałszywymi i pozorować szczęście. Do rzeczy...Ta osoba miała żonę. Mało tego ta osoba miała także syna. Jakby dorzucić do tego jeszcze garść prawdy posiadał także dom, samochód( nie najgorszy) i w sumie wtedy mu troszkę zazdrościłem...
Miał to czego ja wtedy nie posiadałem.
Mijały lata jego szczęścia. Jego miłości do tego co go otaczało. Pewnej pięknej nocy wpadł na pomysł, aby pojechać za granicę na wycieczkę. Chciał się wyciszyć, odnaleźć odpowiedzi na pytania, którego go dręczyły.
Po trzech tygodniach wrócił do swego domu... Do swojej miłości( tej małej i dużej) i co zrobił?
Przedstawił swojej żonie swoją nową pannę... Oświadczył jej, że ją bardzo kocha, ale potrzebuje zmian w swoim życiu. Rozwód, alimenty i jego nowy świat. Po roku był totalnym przeciwieństwem tego kim był za czasów świetności. Stracił samochód, dom, rodzinę, swoją nową pannę...
Stoczył się. Stracił tak wiele.
Myślał, że wygrał wyścig a tak naprawdę odpadł w eliminacjach turnieju zwanego życiem.
Czy miłość może nagle się urwać?
Niby tak...
Bo są sytuacje gdzie popadamy z skrajności w skrajność do danej osoby.
Jednak niema opcji, aby to była prawdziwa miłość.
Takim samym przykładem jest pewna osoba, która była święcie przekonana o tym iż właśnie ją to spotkało. Miłość, staranie się i ogólnie "Ohy!" i "Ahy!"...
Tak wszystko ładnie pięknie, ale tylko z jej strony. Druga osoba starała się wywierać presję na nią.
Zmienić ją, terroryzować i działać na jej psychikę. Wytłumaczysz mi może dlaczego właśnie toksyczne związki( bo tak to muszę nazwać) są na tyle pojebane, że jeżeli darzysz tą osobę tak wielkim uczuciem, otwierasz oczy nagle i widzisz, że coś tutaj nie gra tak jak powinno to mimo wszystko brniesz w to?
Wracasz, potykasz się drugi raz, trzeci...
i kolejne razy, bo "kochasz".
Druga osoba niby też, choć jej pojęcie związku idealnego wygląda nieco inaczej jak norma ogółu. Niestety moje pojęcie prawdziwej miłości tutaj niema prawa bytu. To jest co najwyżej ślepe dążenie do celu, który zamiast się przybliżać wciąż i wciąż się oddala niczym pociąg do krainy zwany szczęściem na który bilet gdzieś Ci wsiąkł
i za cholerę nie wiesz czy go w ogóle miałeś/miałaś.
Jest też kolejna opcja czym nie jest prawdziwa miłość. Zauroczenie. Spotykamy to często w teraźniejszych czasach. Związki budowane na kłamstwie, seksie czy wspólnym hobby...
Powiedz mi czytelniku czy znasz takie przykłady?
Może z autopsji?
Parę lat temu kiedy byłem wolny jak ptak
( i w sumie latałem wyżej jak te jebane jastrzębie) zauroczyłem się w pewnej kobiecie.
No fajna była nie napiszę tutaj o niej złego słowa. Jednak czułem do niej chemię taką jak na filmach. Dlaczego? Proste.
Wszystko zaczęło się od łóżka
( heh i tam też się skończyło)...
Wspólne noce, dnie... No słodko było.
Albo jadłem albo z "miłości" byliśmy w łóżku.
Kiedy już byłem na tyle sytuacją wymęczony...
Okazało się, że ani nie mam z nią tematów,
ani w sumie nic o niej nie wiem...
O czym tu rozmawiać gdy jest ta "chemia" a niema tematów? Umarło to jakoś naturalnie i wiem, że to nie to...
Jeżeli ktoś chce wejść tobie do serca... niech nie robi tego przez łózko.
Są także osoby, które mi udowodniły, że można prawdziwie kochać.
Moja dobra znajoma kocha zwierzęta. Tak w moich oczach jest to miłość prawdziwa. Ona nie wymaga od tych zwierząt nic. Ona im oferuje swój czas, swoje zaangażowanie, swoje serce...
To własnie klasyfikuje ją do grona ludzi, którzy mi pokazali co to jest miłość.
Jedno małżeństwo o którym napiszę ma też te cechy. Nie są bogaci, nie są biedni...
Są ze sobą już trzydzieści lat i mimo wzlotów i upadków w ich karierze życiowej mają siebie.
Bo kochać można każdą sukę i każdego skurwiela. Jednak tylko nieliczni kochają drugą osobę mimo tego, że czasem mu się noga potknie.
Jeżeli się potknie to partner/partnerka
pomoże Ci wstać.
Jeżeli jedna osoba płacze druga też uroni łzę.
Jeżeli się kocha to do końca...
I nie dlatego, że ktoś namawiał Cię do bycia z nim/nią. To się czuje od razu.
Moje własne doświadczenie udowodniło mi, że nie można miłości zdobyć z czasem, bo ktoś tam chciał z rodziny abyście byli razem... A czas leci...
Nie pchnę się nigdy już drugi raz w takie coś.
Raz, że nie widzę takiego problemu...
Dwa nikt mnie teraz nie pcha...
Sam się pchnąłem i to tak dotkliwie, że ledwo łapię równowagę.
Czym jest porawdziwa miłość w moich oczach? Dobre pytanie i chyba jedno z trudniejszych na jakie przez swoje krótkie życie musiałem znaleźć odpowiedź.
Po prostu...
Twoja druga połówka jest daleko, a jednak jest blisko. Każdy utwór jaki usłyszycie wspólnie sprawia, że wracasz do niej myślami...
Znowu nie możesz jej dotknąć, ale jednak gdy zamykasz powieki widzisz głębię jej oczu.
Znowu nie możesz zasnąć, bo jak chcesz to zrobić to widzisz jej twarz.
Gdy wstajesz rano jest ona pierwszą myślą
( poza standardowym "kurwa zaspałem")
w twojej głowie.
Gdy rozmawiasz z nią, wiesz że możesz na każdy temat. Gdy ona się nie odzywa martwisz się o nią bardziej jak o cokolwiek co się dzieje dookoła Ciebie.
Gdy jesteś obok swojej drugiej połówki czujesz, że możesz wszystko.
Tak samo jeżeli jest blisko... Czujesz się najważniejszy gdy ona czuje się bezpiecznie.
To właśnie te rzeczy sprawiają, że wiesz iż jesteś zakochany.
Jednak Prawdziwa miłość to nie "Kocham Cię" wypowiedziane milion razy, a walka z złymi demonami drugiej połówki z przeszłości.
To te zwykłe słowa typu "martwię się", "uważaj na siebie", "tęsknię" czy
"załóż ten jebany szalik, bo piździ" sprawiają iż wiesz... 
Nie ukrywam... Słowa "Kocham Cię" są potrzebne, ale tak samo jest potrzebne przytulenie drugiej osoby, pocałowanie w trudnych chwilach
czy głupie bycie i trwanie w milczeniu.
Nie kocha się jak jest dobrze.
Miłość nie wyparuje jeżeli nagle stracisz to czy tamto. Czasem jeżeli coś stracisz dopiero zobaczysz czy to jest właśnie to uczucie.
 Te magiczne dwa słowa usłyszałem
setki czy tysiące razy...I co mi po tym?
Wystarczy raz... Tak dla informacji...
Pokaż, że kochasz... Pokaż, że robisz to prawdziwie.
Nie słowa a czyny.
Prawdziwa miłość nigdy nie umrze i mam nadzieję, że w końcu jestem na dobrych torach aby tego doświadczyć. Dwie Miłości do siebie zebrane właśnie ten efekt nam dają... Nic innego... 
Tak prawdziwa miłość to nie jest idealny związek tylko taki, w którym jest wiele złości,
zazdrości i innych tych pierdół dookoła.
Jednak zawsze razem( a godzenie się jest fajne).
Dziękuję, że dotrwałeś do końca tego wspólnego wywodu.
Nie był to łatwy temat, jednak ciesze się, że mogłem coś takiego napisać wraz z Lorney.
Mam nadzieję, że choć minimalnie nakreśliliśmy Ci wizję prawdziwej miłości naszymi oczyma. Może właśnie sobie uświadomiłeś/uświadomiłaś, że to w czym brniesz od lat nie jest tym...lub dokładnie odwrotnie.
Po latach jak to mniemałeś "przyzwyczajenia"
właśnie Ci się lampka załączyła,
że ją/jego kochasz...
Tak prawdziwie...
Teraz zapraszam Cię do skomentowania wpisu oraz do zarzucenia kolejnym tematem. W końcu zaczyna się ciekawie na blogu.
Prezent dla Ciebie do tematu.

Pozdrawiamy
Lorney
Szyderca Włóczykij


Pasożyty żyjące na koszt Państwa

Pasożyty żyjące na koszt Państwa
Zastanawiałem się jak to rozgryźć i w końcu nadal nie wiem- jadę na spontanie.
Nie nie piję Maxi, ale dzięki za chęci doprowadzenia mnie do etapu typowego pisarzynki, który musi jebnąć setek parę aby przypomnieć sobie jak się pisze na klawiaturze.
Kurwa... Jakby tak to przemyśleć to trzeba pierw to jakoś posegregować...
Może na grupy?
Może na jednostki?
A może wymieniać każdego darmozjada jakiego znam. Ostatnia opcja mi odpada, bo za dużo tego. 
Grupy i jednostki mi zostały zatem. 
Grupy w państwie, które bez wątpienia mogłyby być karmą dla czerwii to( w moim mniemaniu) księża, politycy i oszuści działający na jego niekorzyść.
Jak można mówić ludziom, że się zbiera pieniądze na coś... Nie wiem na dach przykładowo przez rok, zebrać pieniądze, kupić auto i zbierać na coś innego aby nie podpadło? Jestem jak najbardziej za tym aby kościół był całkowicie odseparowany od narodu.
Chcesz być wierzący? Wspierać kościół?
Mi to lotto, ale niech nie zabierają pieniędzy z budżetu aby dać ileś tam baniek na coś tam
#Rydzyk... 73 Miliony złotych...
Czy wiesz ile można zrobić za to?
Ile miejsc pracy, ile sprzętu dla szpitali,
pieniędzy dla tych co zarabiają śmieszne pieniądze?
Stawiam kratę wódki, że jakby u nas w kraju zrobili podatek od wiary i zakaz zbierania pieniędzy w kościołach bardzo szybko by to dziadostwo u nas podupadło.
Weźmy właśnie to darmozjadzctwo za pysk. Nie obywateli ciężko pracujących na chleb, ale za tych obiboków w szatach.
Uleczmy ten kraj z tego.
Skoro niedziele są wolne od handlu zakażmy także im zbierania. Jakby na to trzeźwo spojrzeć dają towar
( opłatek maczany w tanim winie) i chcą za to hajsów... No handel jak nic...
Dwa- ich posługa przy sakramentach. Toć to powinno być normowane. Masz przecież pieniądze na pochowanie bliskiego bądź dostajesz je od państwa. Skoro mamy podatek( już w tej wizji) to płacimy z posługi im kosztem nie wiem... Kwiatów jakiś znikomy procent. Oczywiście w rozwadze tak, aby nie wyszło że w godzinę zgarnęli tysiąc złotych.
Oczywiście płacimy im z tych pieniędzy jeżeli podatku nie płacimy.
Jeżeli takowy uiszczamy to wiadomo...z tego podatku...
No to są największe pasożyty jakie znam w państwie
(naszym szczególnie- Ave armio moherowych beretów).
Politycy mogliby coś z tym zrobić...
ale nie bo to druga banda kanalii, która zżera nasz kraj od samiutkiego środka.
Miałem ostatnio wizję czekania na pewną osobę
( dworzec) z kubeczkiem i karteczką na której miałbym napisane
"Zbieram na czołg aby rozjebać Sejm"
... Swoją drogą ciekawe czy bym coś uzbierał w normalnym ubiorze... Nawet ogolony byłem. Meh.
Napisz mi proszę drogi czytelniku po kiego grzyba ich tam tylu? Jeden maksymalnie dwóch z każdego województwa, paru ministrów i senat złożony z osób, które mają odpowiednie wykształcenie... i tyle. Zaoszczędzi państwo naprawdę masę pieniędzy. Tak niestety nie będzie (stawiam, że nigdy) gdyż ręka rękę myje. Dbają o to aby było im dobrze. Najlepsi są Ci z kosmosu. Raz prawicowcy raz lewicowcy. Poglądy polityczne im się zmieniają co chwila, a bywa że nawet skrajnie.
Rozbijają się samochodami( BOR) kombinują, sieją ferment i pierdolą takie głupoty, że aż TVP1 nie mam w swoim odbiorniku. Pasożytnictwo level hard. Jak można wciskać kity średnio co cztery lata, że będziemy zajebiście a jak przychodzi co do czego to oczywiście jest to co zawsze.
Ośli kutas w dupę z ich strony w stronę państwa... Ludzi... Ciebie... Mnie...
To że na swoim fachu się nie znają to jedno, ale drugie że to co oni przegłosowywują będzie się na nas niestety odbijać latami... Witamy w drugiej Grecji i Cyprze... 
To my ludzie często jesteśmy sami pasożytami...
Oj tak...
Wyglądałem niegdyś przez okno w którym paliłem papierosy i dzień w dzień widziałem jedną i tą samą osobę. Koleś był tak nadziany, że aż kipiał( ehh- stare czasy)- fury, ciuchy i to wszystko wkoło. A co robił spytasz? Żerował na naiwnych ludziach i kręcił wałki na lewych firmach i podatkach. Osoba ta wgrywała potężne przetargi i oszukiwała małe firmy na pieniądze... Wszystko legalnie. 
Tego typu pasożyty w państwie zawsze prosperowały i będą prosperować. Pamiętaj, że jeżeli sto osób myśli nad uchwałą to tysiąc myśli jak to obejść... 
Właśnie. Uchwała rządu( tfu) odnośnie 500+. Z mojej kanapy pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy są beneficjentami tego dodatku. Mój portfel to lajkuje jak tylko może. Ty nic kurwa nie robisz, masz 4 dzieci, dodatki z MOPS-u i kto tam wie co jeszcze a wychodzi Ci niewiele mniej co mi.
Propsy za akcję. Masz moje 300+ złotych co miesiąc z wypłaty na swój tryb życia. Wiele widziałem zdjęć, memów i GIF-ów z tego typu ludźmi i jak na złość mnie to nie śmieszy. Wiem kto za tą patologię płaci. Najlepsze są do monitorowania sytuacji portale.
Weźmy Facebooka... ostatnio wpis o tym aby pracujący rodzice tylko dostawali taki dodatek i post jakiejś Dżesiki w stylu
"To nam się należy nie tym co pracują, bo przecież oni pracują a my nie mamy. Powinniśmy dostawać więcej." Nie kurwa to nie żart. 
Tak właśnie większość tego społeczeństwa myśli.
Nie jak ludzie za granicą...
Że jak sąsiad ma krowę to zrobię wszystko aby mieć dwie.
Tylko że jak sąsiad ma krowę to zrobię wszystko aby jej nie miał.
Witamy w Polsce.
Jak można być tak inteligentnym, aby zagłosować za czymś za co samemu się płaci. Kupili was waszymi własnymi pieniędzmi... 
Nie twierdzę, że każdy kto otrzymuje te pieniądze to pasożyt.
To jest błędne myślenie.
Znam rodziny, które dzięki tym funduszom w końcu mają szansę na normalne życie a nie "od pierwszego do pierwszego". Przykładem jest pewna rodzina, w której nigdy nie widziałem alkoholu, a mimo tego naprawdę mieli ciężko mimo łącznie 3 etatów osób dorosłych.
Takim ludziom sam najchętniej bym organizował pieniądze czy wyprawki dla dzieci.
Nie ich wina, że życie się potoczyło tak jak się potoczyło, a ciepła ogniska domowego z ich mieszkania życzę każdej innej rodzinie.
Bang... Ostatni ludzie jacy mi aż się cisną na język to osoby, które w życiu nie pracowały a prosperują.
Jak można mieć 40 lat i w życiu uczciwie nie przepracować ani jednej godziny?
Da się i tego przykładów też jest sporo.
Całe życie zasiłki, tanie wina i "jakoś to będzie".
Ambitni naprawdę... Do waszego wina też regularnie dorzuca każdy podatnik... Na zdrowie.
Nie będę tutaj wspominał o tak zwanych "mafiach" bo to bez sensu... często wydaje się że to pasożyty, a tak naprawdę robią robotę, która jest potrzebna w każdym kraju częściej jak się wydaje każdemu z nas.
Tyle ode mnie.
Dzięki Maxi za temat jeszcze raz i napisałem go na trzeźwo. Oczywiście rękawica podjęta.
Teraz niech twój trener rzuca białą  hustę na ring. 
Zapraszam serdecznie do komentowania, udostępniania i oczywiście do wrzucania propozycji na kolejne wpisy.
Niech moc będzie z wami( w końcu sobota) i do następnego.
Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij

Wyrachowanie kobiet

Wyrachowanie Kobiet

Z tematu na temat jest weselej.
Sądziłem na początku, że będzie coś łatwiejszego zazwyczaj, no ale jak widać nadzieja umiera ostatnia
(jeszcze się nie poddałem).
Zacznę może od tego czym jest wyrachowanie...
Aby niektórzy nie mieli wątpliwości jest to nic innego jak wyciąganie osobistych korzyści z wszystkiego wkoło.
Po mojemu( jak już tak siedzę na balkonie z laptopem i papierosem w ustach) normalizowanie, że wszystkie kobiety są wyrachowane to totalna brednia.
Tak jak anonim napisał w komentarzu( widoczny pod poprzednim wpisem), że spotyka tylko wyrachowane hipokrytki jest całkowicie  sprzeczne z moją( i nie tylko mam nadzieję) ideą.
Pamiętaj kolego, że perła, którą znalazłem wpierw była skorupiakiem... Nie znajdziesz takiego okazu nie zagłębiając się w jego wnętrze. Żadna kobieta nie jest perłą, jeżeli sam o to nie zadbasz. Trzeba mieć albo farta przy szukaniu( nie- żadna kobieta niema na plecach napisane "Jestem Perłą"- trzeba poszukać tak czy siak)... Albo trzeba mieć w ogóle narzędzia aby takiego skorupiaczka otworzyć (szczerość, otwartość itp).
Recepta?
Dość banalna. Zacznij tak myśleć, wypij morze alkoholu, przemyśl co powinna posiadać twoja perła... i w drogę. Kurwa...
z drugiej strony jeżeli jesteś z jakąś kobietą- nie szukaj a pielęgnuj. Nie jesteś z nią dlatego, że ma ładne oczy albo dobra jest w łóżku przecież... Think about it.
Wracając do tematu wyrachowania kobiet.  
Tak. Znam takich kobiet sporo. Niektóre w moim życiu się przewinęły epizodycznie, inne były deko dłużej natomiast wszystkie bez wyjątku były hipokrytkami( takie tam nawiązanko do innego bazgroła). Ani jedna z tych dam nie mówiła wprost, że zależy jej na dobrach.
Większość dość szybko można wyłapać takich pań... Nie no te mniej bystre a wyrachowane zwę "pustakami" po prostu. Głupotą by nie było napisać tutaj, że miałem okres w swoim chodzeniu po ziemi kiedy myślałem, że każda kobieta to taka osoba.
Raz. Złe miejsca odwiedzałem, wokół złych miejsc się obracałem.
Dwa. Jedna z takich mocno nadszarpnęła mój budżet.
Jadąc po przykładach weźmy pierwszą z brzegu.
Mam dobrego znajomego ( poznałem go za granicami naszego kraju), którego żona dzwoniła do niego zawsze 3 razy w miesiącu. I te trzy razy były...przed wypłatą. Pamiętam jak miał wrócić na zjazd po trzech miesiącach do domu to płakał, bo nie wiedział czy ona
będzie miała dla niego czas.
Smutne, ale niestety on ją tak kochał( i nadal ją kocha), że tego nie widzi i nie dociera do niego, że jacyś wujkowie przychodzą podczas jego nieobecności
(tak my męskie chuje mówiliśmy mu, że jest rogaczem a on nic sobie z tego nie robił).
Czy to jest wyrachowanie u tej kobiety? 
Myślę, że tak. Chłopak nie miał na swoje przyjemności, bo 80% wypłaty wysyłał jej, a ona za te pieniądze prowadziła inwestycje aby mieć ich jeszcze więcej( wejściówki do klubów)- darmowe drinki czy biżuteria były to rzeczy codzienne u tej kobiety
( nie będę kłamał, bo nie wiem jak jest teraz, ale jak suka raz dała to i drugi raz da).
Drugą taką kobietą jest pewna pani na wysokim stanowisku w kilku firmach, która dosłownie mnożyła pieniądze. Zazwyczaj mało uczciwie, ale zawsze.
Ta kobieta to też uosobienie wyrachowania.
Najważniejsza zasada w biznesie.
Jeżeli interes hula ty też będziesz prosperować.
Nigdy w życiu nie poznałem( i mam nadzieję że już nie poznam) drugiej takiej osoby w takim towarzystwie
z takim zmysłem.
Ładna, po 30-ce, zadbana i znająca męskie słabości. 
Wiedziała jak w pięć minut każdego z biznessmenów namówić do inwestycji setek tysięcy( czasem i sporo więcej) w jej działalność. Nigdy nikt na tym dobrze nie wyszedł, mimo iż myślał że złapał anioła za skrzydła...
Gówno prawda to diabeł...
Nie za skrzydła a za końcówkę ogona...
I on jego nie odwrotnie.
Klubowe wyrachowane kobietki. Takie to one bezbronne. Takie to one zabłąkane. Nic tylko postawić im drinka.
Nic tylko się dowiedzieć, że jest tutaj przypadkiem "
bo właśnie zerwała"
i chce się zabawić aby odbić od dołka właśnie tej nocy.
No... no to mamy kolejne wyrachowane. Jeżeli dasz się nabrać na tego typu rzeczy w moich oczach jesteś totalnym idiotą( kurwa w drugą stronę też takie coś widywałem).
Jak można być tak naiwnym aby w jeden wieczór stracić tysiąc złotych na taką niewinną osóbkę a w zamian dostać fałszywy numer telefonu i szybkiego "lodzika" w wc...
Taniej masz w burdelu podpowiem
( nie bywam, bo chuja na loterii nie wygrałem
i szkoda mi aby odpadł). 
Najdłuższy taki nazwijmy to "związek" jaki widziałem w swojej karierze trwał dwa tygodnie.
Sorki, jeżeli to czytasz, ale masz nieźle nasrane pod kopułą i będę Ci to wypominał do końca życia.
Jak można stracić 50 tysięcy na pustaka...
Da się i o tym wiem.
Przyznam wyglądała naprawdę słodko jak mówiła, że jej smutno a ty jej futro trzasłeś "bo jej zimno".
Ok pieniądze mieliśmy, ale sam fakt.
Niedaleko od tego typu kobiet są
prostytutki- więc teraz o nich.
Widziałem ich sporo, znałem temat tego procederu dość dobrze i na sto tych kobiet może z dwie nie robiły tego bo "hajs". Tak te dwie po prostu lubiły się pieprzyć.
Cała reszta przyjmie Cię jak gościa,
zadowoli Cię a na koniec przeliczy czy aby
na pewno pieniądze się zgadzają i wypuści.
Tak już oscylując przy tym temacie.
Czy wiesz o czym myśli prostytutka podczas stosunku?
Nie nie jesteś obiektem jej myśli Ty.
Z "wyznań" dziwki wiem, że zazwyczaj albo myślą o gotowaniu albo o muzyce.
Od czasu do czasu jęknąć coś i ewentualnie powiedzieć/wyszeptać.
Ot cała ich przyjemność. Nic...zero... pieniądze.
Jest to chyba( nie dość, że najstarszy) najbardziej wyrachowany zawód świata.
Tutaj tylko zmuszony jestem dodać
( przemyślałem to paląc fajkę),
że niektóre z "początkujących" prostytutek naprawdę robią to, bo sytuacja je zmusiła. Nawet sobie czytelniku nie zdajesz sprawy co musi człowiek przejść aby
tak  nisko upaść.
Więc tak. Jest wiele wyrachowanych kobiet. Różnego typu, różnej maści, większe, mniejsze... skupione na swoich potrzebach.
Najgorszym typem dla mnie osobiście( patrząc moralnie)
są te mężatki... być dla faceta z powodu stanowiska, pieniędzy czy statusu. Zera. Totalne zera.
Albo się kurwa kocha.
Tak z miłości, że jak mówisz "kocham"
to druga osoba słyszy jak bije Ci serce.
Albo się jest pospolitą kobrą. Taka fajna a jadowita.
Jeżeli napotykacie tego typu osoby jest spore prawdopodobieństwo, że działa na nie wasza aparycja czy też coś pod to.
Wyjdź raz w tańszych rzeczach. Nie spotkasz...
Każdy mierzy swoją miarką.
Ostatnią kobietą, którą mógłbym o to posądzać była młoda kobietka podchodząca do mnie z karteczką papieru w dwóch rękach i prosząca mnie o numer telefonu. Podeszła, bo miałem fajny wyraz twarzy czy coś? Niet
Na tyle jestem odporny, że od razu odmówiłem.
Nie no ładna była, ale to nie mój styl zawierania znajomości, a ja sam żadnej kobiety już nie szukam
( i nie będę to mogę zagwarantować).
Bez kitu teraz szczególnie do was panowie.
Szukajcie a znajdziecie.
Ta jedna, która będzie przy was
nie dlatego, że macie to czy tamto...
A dlatego że jesteście jacy jesteście.
Oczy dookoła głowy, uwaga na miny i w świat.
W poszukiwaniu kobiet szczerych, prostolinijnych i naturalnych( jeżeli czegoś na pierwszy rzut oka nie widać to otwórz tego skorupiaczka i sprawdź dokładnie). 
Wpisy coraz to na "ciekawsze" tematy mi się zaczynają. Jeżeli macie temat na nowy- standardowo zapraszam was do wpisania go w komentarzu poniżej.
I jeżeli nie odnaleźliście siebie w tym poście...
Nie jest tak źle jak wam się wydaje...
Naprawdę można gorsze spotkać...
Pozdrawiam was serdecznie
Szyderca Włóczykij