niedziela, 25 listopada 2018

Gwałty




Przyznam, że tak jak myślałem, że temat przemocy domowej będzie jednym z cięższych jakie dostanę... Tak... To muszę to odszczekać- ten jest trudniejszy.

Od czego zacząć pisząc o takim zjawisku? Nasuwa mi się wiele wątków, ale chyba pierwszy jaki mi przyszedł do głowy to kwestia imigrantów i ich gwałtów na europejkach. 
Myślę, że znasz tak samo jak ja aferę jaką wywołali trzej imigranci w Włoskim Rimmini. Pobili dotkliwie chłopaka, a jego dziewczynę zgwałcili... Jak ogólnie wiadomo sprawców złapano. Co nam po tym? Domyślam się, że krzywda (nie tylko ta seksualna, a zwłaszcza psychiczna) będzie nosiła swoje piętno na obojgu swoje piętno do końca życia. 
Jak się dowiedziałem o tej aferze przystanąłem na chwilę, aby wynieść jakieś wnioski. Szukać jakiegoś motywu działania tych brutali... Znalazłem. Powszechnie wszyscy powinni wiedzieć jak to wygląda w krajach arabskich, w których przestrzegana jest księga koranu rygorystycznie- kobiety w burkach itp. Jak z tego świata dostali się do cywilizacji (Włochy to chyba nadal punkt przerzutowy dla imigrantów na pontonach)- kutas wygrał z mózgiem i zdrowym rozsądkiem. Do tego trzeba dodać, że w ich krajach kobieta ogólnie ma gówno do gadania... I mamy gwałty w Europie...


Następnym rodzajem gwałtu na jaki wpadłem są takie akty codzienne. Możesz mi wierzyć lub nie, ale co piąta kobieta doświadczyła tej przemocy z swoim partnerem/swoim byłym partnerem... Szok jak dla mnie.
Jeżeli partnerka mówi, że nie ma ochoty lub nie może "bo nie"... Uszanuj to idioto, bo właśnie doprowadziłeś do gwałtu na niej. 
Stwierdzisz czytelniku, że "Po ślubie nie ma czegoś takiego". Ok... Spytaj się pierwszego lepszego prawnika lub zajrzyj do kodeksu karnego. 
Co piąta kobieta była zgwałcona a lekko ponad połowa tych kobiet... Doznała tej atrakcji w własnym domu... To nie są takie fajne liczby. Nie szanuję osób, które tego dokonały. Jestem stanowczo na "Nie" przy gwałtach, a sprawcom najchętniej bym wstrzyknął cyjanowodór w żyłę na chuju...


Nie był bym sobą gdybym nie znalazł kogoś, kto mi opowie o tej przemocy dokonanej na własnej osobie. Oczywiście pozwól, że zachowam jej pełną anonimowość... Z racji tematu.
Przedstawiam Ci opis wydarzenia od jednej z czytelniczek.

Jako czternastolatka wracała do domu z rozpoczęcia roku szkolnego. Ubrana w sukienkę, balerinki, włosy spięte w kucyk. To tego dnia stało się to o czym nawet nie chciała nigdy myśleć. Trzech facetów wciągnęło ją do auta. Nie chciała, błagała żeby zostawili ja w spokoju. Na marne. Zawieźli do piwnicy i tam gwałcili na zmianę po czym puścili wolno mówiąc że jak pisanie komuś choć słowo zrobią to znowu. Nie widziała ich twarzy... Nie wiedziała jak ma sobie z tym poradzić. Wróciła do domu, płakała. Rodzice pytali co się stało za każdym razem znajdowała wymówkę. Ciągle miała w głowie ich słowa. Nie chciała znowu tego przechodzić. Gdy chodziła do szkoły to żyła w strachu że każdy samochód który przy niej zwalnia to właśnie ONI. nie wytrzymała próbowała się zabić, ale wiedziała że nie może zrobić tego rodzicom bo oni by tego nie wytrzymali. Wpadła w złe towarzystwo narkotyki alkohol i tak do 18, kiedy wszystko w niej pękło i wykrzyczała to rodzicom prosto w twarz gdy wróciła do domu pod wpływem alkoholu. Na drugi dzień znalazła się na komisariacie żeby złożyć zeznania. Na marne - sprawa umożona - brak dowodów, śladów. Psycholodzy, terapie wszystko pomogło stanąć na nogi. Teraz Po 11 latach ma odwagę o tym mówić głośno. - "Jestem ofiarą gwałtu. Potrafię kochać, dać miłość mężowi i swoim dzieciom. To oni zmienili moje życie na lepsze. Mieszkam z dala od tego miasteczka i cieszę się z tego powodu. Tu mnie nie znajdą, a do rodziców jeżdżę tylko w weekendy. Niekiedy przychodzi strach, szczególnie w nocy ale wtedy budzę się i patrzę na męża i dzieci. To mnie uspokaja". Historia prawdziwa z mojego życia. Jesteś ofiarą gwałtu? Nie zwlekaj informuj policję bliskich bo będziesz żyła w strachu przez dużo czasu. Pamiętaj że my kobiety mamy swoje prawa, które często są olewane.

Nic dodać nic ująć... Akt gwałtu połączony z pedofilią. Polskie prawo rzeczywiście jest tak pojebane, że większość spraw jest zamknięta zanim się na dobre zaczną. Jedyne co mi pozostaje życzyć sprawcą... To karmy. To taka wredna suka co zawsze wraca.


Sprawnie postaram się przejść do kolejnej kwestii, a mianowicie do gwałtów na tle pracy czy zajmowanego stanowiska.
Afera dookoła Polańskiego czy ostatnia w Hollywood. Jest to jak dla mnie kontrowersyjne.
Nie byłem świadkiem tych zdarzeń, jednak troszkę znam mechanikę. Wielu celebrytów jakich znam otwarcie mówi, że: "Dupy same pchają mi się do łóżka".
I stawiam swoją wypłatę, że tak jest. 
Masz pieniądze i władze- Masz towary luksusowe w tym świecie. 
 Na pewno jest ułamek kobiet, które myślą, że przez łóżko coś wskórają... Tak samo jak i mężczyzn (znam takowych). Jeżeli nie wyszło tak... Zróbmy mu piekło. A niech ma za swoje, że nie załatwił pracy, stanowiska czy obsady w filmie.
Oczywiście z drugiej strony są i naiwne persony, które ulegają urokowi chwili... I dopiero po czasie uświadamiają sobie, że ulegli charyzmie danej osoby i zostały zgwałcone. Nie bronię tutaj nikogo jak i nie oceniam. Jednak samo podejrzenie tej zbrodni jest dla mnie dostatecznym dowodem, aby danej osobie nie ufać a tym bardziej aby jej unikać w celu nie zrobienia jej krzywdy.


Nie wiem czy to ważne, jednak faceci też mogą być zgwałceni. Ten z górnego obrazka akurat butelką... 
Jednak chciałem Ci przedstawić obraz jak to wygląda u nas w Polsce. Znaczna większość gwałtów na kolesiach jest dokonywana... W więzieniach.
Niestety (choć ja tam jestem za takim traktowaniem skazanych) jeżeli trafisz za kratki oskarżony o gwałt bądź pedofilię. Kończysz zazwyczaj tak jak ten z góry. Fikcją jest to, że są oni jakoś specjalnie chronieni- trzeba mieć układy, aby to sobie załatwić. Większość przestępców z tego sortu sama sobie odbiera życie... I gitara jak dla mnie. Wracam tutaj do tematu karmy...

Na sam koniec skromnie się przyznam, że niegdyś zapobiegłem tego typu zdarzeniu. Miałem przez to dość przechlapane i kiedyś o tym na blogu wspominałem... Ale teraz przedstawię pełen opis zdarzenia.

Mając siedemnaście lat mieliśmy z znajomymi zwyczaj stawiania obozów namiotowych niedaleko naszych bloków. Taka frajda w wakacje aby móc spokojnie pić, podkradać ciepłe bułki nad ranem z pobliskiej piekarni itp. 
Byłem osobą, która w dużej mierze organizowała alkohol... No biegało się po spirytus co ja będę ukrywać. Pewnego dnia wraz z znajomym poszliśmy po ten boski trunek, aby później "zabawić się" z naszymi nowo poznanymi koleżankami. Zostawiliśmy więc za sobą kilka namiotów, paru znajomych i te dziewczyny za sobą aby szybko obrócić drogę wracając z alkoholem.
Po jakiejś godzinie jak wracaliśmy podbiegł do nas jeden z zostawionych z hasłem "Wysy tam w namiocie jest ktoś i chce się dobrać do (nazwijmy ją panią X) X". Długo nie myśląc spytałem się gdzie jest reszta... Na co jeden "mężczyzna" zza drzewa się wychylił i pokazał mi ręką, że tu... Reszta zwiała. Dałem więc znajomemu z którym szedłem spiryt i pobiegłem do namiotu który się dość mocno ruszał, a X w nim krzyczała "pomocy", "ratunku" itp.
Zawsze chyba słynąłem z odwagi graniczącej z głupotą. Kątem oka dostrzegłem auto z kimś w środku, ale nie przejmując się krzyczałem "Wypierdalaj- to moja dziewczyna"... Laski niemal nie znałem. Jak w końcu dobiegłem i kopnąłem w coś co było wielką bryłą w środku wyszedł z niego koleś z trzy razy większy i z jakieś dziesięć lat starszy jak ja. Wszystko było dobrze przy bójce do czasu jak się wywróciłem o linkę od namiotu... No troszkę zabolało. Na szczęście moje z samochodu przybiegł mój dalszy znajomy, który odciągnął tą szafę od leżącego mnie i mnie przepraszał za całą sytuację z hasłem "Ja nie wiedziałem". Bóg jeden wie jak bym skończył... 
Suma sumaru koleś odpuścił tej dziewczynie i wrócił do samochodu.
Jednak całość nie kończy się tak różowo jak myślisz... Ta X od tamtej pory targała się na życie i miała dość mocne problemy z psychiką mimo tego, że w sumie nic się nie stało. Tego samego wieczora osobiście ją oderwałem od skraju kładki nad kanałem...Bo chciała skoczyć. Nie wiem jednak jak skończyła, gdyż po 2 dniach w naszej okolicy wróciła do swojego miasta i od tamtej pory nie znam nikogo kto ma z nią kontakt.

Podsumowując. Nie tylko nie gwałć, ale i staraj się temu zapobiegać. Wyobraź sobie, że to ktoś z twojej rodziny może być następny...Reaguj. To powinno dać Ci do myślenia.

Mam nadzieję, że jakoś nakierowałem Cię jak ja widzę ten temat. 

Liczę na to, że dasz mi kolejny pod wpisem, gdyż następny jaki mam zadany dotyczy świąt.
Spodobał się post? Zostań ze mną...
Masz trudny/łatwy temat? Napisz.
Skomentuj co o sprawach gwałtu ty myślisz- Ja chętnie poczytam twoje zdanie.

Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij





niedziela, 18 listopada 2018

Podsumowanie Aukcji dla Non Licet... oraz moje spostrzeżenia



Jak już dobrze wiecie prowadziłem aukcję dla tej Fundacji.
Oczywiście dziękuję wszystkim za pomoc, wsparcie, przedmioty oraz serce.
Czego człowiek nie zrobi dla bliźniego...
...I tutaj zaczynają się schody...


Po pierwsze.
Zasięg akcji...
Na moim Fanpage'u posty odnośnie licytacji dotarły łącznie do 47790 osób! Jest sporo osób, które to widziały...
Te osoby zareagowały na wpisy następująco:
Udostępnienia bezpośrednie z mojej strony- 81! a pamiętajmy, że każde udostępnienie to kolejni ludzie, którzy to widzą...
Reakcje na posty były w liczbie 166... Dzięki wam miałem sens to robić...
Do tego dochodzi kolejne kilka tysięcy wyświetleń z samego bloga. Sztosik... Nigdy nie przypuszczałem, że moje bazgroły dojdą do takiego poziomu. Łza mi się ciśnie do oczu.

Po drugie.
Kwota zabrana...
I właśnie z tego powodu ciśnie mi się ta łza. Mimo takiego zasięgu akcji, aukcji i tej otoczki... na licytacji zebraliśmy 141 zł... Żenada.
Starałem się jakoś dojść do wniosku dlaczego.
I tak oto nasunęła mi się myśl, że nie ważne jak wielkie będzie serce ludzi... Oni i tak wolą nie pomagać przy tego typu rzeczach.
Miałem przy tej okazji kilka zdań typu "Nie dasz rady" czy "Nie pomogę w czymś, czemu nie ufam". Rozumiem. Raz- Ja jestem jaki jestem. Dwa- ludzie zazwyczaj nie ufają czemuś czego nie widzą. Wyjątkiem chyba jest Bóg. Choć mniej realny jak ja i bardziej zaborczy (powodzie itp) to go prędzej obdarzycie dyszką... czy dwoma...
Taka natura i z tym nie wygram (a i Bogiem nigdy nie chciałem być).

Podsumowując... w aukcjach brały udział łącznie 53 osoby... Co daje nam ułamek zasięgu. Ciekaw jestem ilu z was omija tego typu problemy codziennego dnia. Nie mnie oceniać. 

Do rzeczy. Jacy jesteśmy- sami wiemy. Postanowiłem to zrobić po swojemu. 
Pamiętając, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna... Dorzucam od siebie 
(Mi jak i wam nic z nieba nie spada... A tym bardziej pieniądze) 200zł. Może to nie wiele... Choć sam dam więcej jak około 50 tysięcy ludzi...
Dodatkowo właścicielka restauracji, która brała udział w tej licytacji od siebie dodaje kolejne 100 zł.
Jak to powiedziała: "Jak już biorę w tym udział to chcę także pomóc". Dziękuję Iza. W takich ludziach jest nadzieja.
Tym oto sposobem... Kończę z tym tematem. Mam nadzieję, że choć jednej osobie dało to do myślenia.
Chciałem koniecznie na koniec podziękować wszystkim jeszcze raz za serce jakie włożyliście w tą pracę. Nie raz było ciężko i nie raz coś się nie zgadzało. Głównymi egzekutorkami pomocy były tutaj dwie osoby: 
Moja siostra- Asiu zrobiłaś kawał dobrej roboty...i gratuluję wygrania płyty.
Krakowska wiedźma... Ile Ty od siebie dałaś w ten projekt... Tylko ja wiem i tak zostanie. Masz serce większe jak Ci się zdaje.

Zapraszam was do podawania mi nowych tematów do wpisów. Ostatni jaki mam w zanadrzu rusza niebawem. Komentarz pod tym wpisem z kolejnym i mam co robić. To nie gryzie.


Pozdrawiam
Szyderca Włóczykij